Wywiad z posłem do Parlamentu Europejskiego, Ryszardem Czarneckim (PiS, EKR)
Jak ocenia Pan wizję przyszłości Europy, przedstawioną dziś w Parlamencie Europejskim przez prezydenta Francji, Emmanuela Macrona?
- Jest to ideologiczna wizja Europy federalistycznej. Projekt ten może mieć poparcie ze strony części mediów i klasy politycznej. Jest to jednak wizja nierealna, ponieważ nie popierają jej pragmatyczne Niemcy. W tej kwestii tandem Berlin-Paryż nie zmierza w jednym kierunku. Dlatego moim zdaniem jest to wyłącznie akt strzelisty i „political fiction”. Tym bardziej, że już za trzynaście miesięcy, po wyborach do europarlamentu, swoją pozycję wzmocnią w nim zapewne wyraźnie eurorealiści, do których my się zaliczamy i eurosceptycy.
Macron zapowiedział, że Francja jest gotowa zwiększyć swój wkład w przyszły budżet UE. Powinno nas to cieszyć?
- Polska już wcześniej zapowiedziała, że jest gotowa zwiększyć swoją składkę członkowska. Jeśli inne kraje też proporcjonalnie zwiększą swoje składki, będzie to dla nas korzystne. Dlatego jesteśmy za większym budżetem unijnym. Liczymy na to, że w kolejnej perspektywie budżetowej także uda nam się być beneficjentem, a nie płatnikiem netto. Tak więc, summa summarum, to się nam opłaci.
Prezydent Francji mówił dużo w Strasburgu o wspólnocie wartości i demokracji, wspominając, że nie wszyscy podążają ta drogą. Nie wymienił jednak konkretnych krajów, choć w czasie debaty pojawiły się przykłady Polski i Węgier.
- Na temat wypowiedzi przedstawicieli innych grup politycznych wolałbym się nie zabierać głosu. Natomiast sam Macron stał się bardziej pragmatyczny. Zrozumiał, że francuskie inwestycje w naszym kraju wymagają większej dyplomacji w wypowiedziach na temat Polski. Trzeba przyznać, że fakt, iż nie wymienił Polski, stanowi wyraźny postęp. Wcześniej, jako kandydat, prezydent-elekt, a nawet już jako prezydent, Polskę ostro krytykował.
Jako jeden ze swoich sukcesów na arenie europejskiej, Macron wymienił przyjęcie dyrektywy o pracownikach delegowanych. Była ta jedna z kwestii spornych z Polską.
- Każdy dudek swój chwali czubek. To oczywiste, że Macron sprzedaje to jako swój osobisty sukces, choć w porównaniu z tym, co było na początku negocjacji, Francja musiała się wyraźnie cofnąć. My również możemy mówić o sukcesach w tym obszarze. To wynik mądrej strategii polskiego rządu, który na finiszu negocjacji sprzymierzył się również z krajami starej UE, takimi jak Portugalia, Hiszpania czy Włochy. Skoro wszyscy mówimy o sukcesie, to jest to być może przykład sytuacji, w której każdy wygrywa.
Jak Pan wyjaśni sytuację, w której został Pan ukarany za udział w misji obserwacyjnej wyborów prezydenckich w Azerbejdżanie?
- Trzecia pod względem liczebności frakcja w Parlamencie Europejskim, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR), wysłała tam oficjalnie swoją delegację, której szefem był mój kolega, Kosma Złotowski. Ja byłem tam jako wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest, gromadzącego państwa uczestniczące w Partnerstwie Wschodnim, w tym Azerbejdżan. Dzień po wyborach spotkaliśmy się z prezydentem Alijewem i z liderem opozycji. Jako Polska i EKR od dawna mocno inwestujemy w obszar postsowiecki, w tym w kraje Kaukazu Południowego – Gruzję, Armenię i Azerbejdżan. Uważamy, że nie należy wpychać tych krajów w łapy Rosji.
Wasza wizyta nie spotkała się jednak z entuzjazmem w Strasburgu, skoro wykluczono Was z udziału w obserwacji wyborów w innych krajach z ramienia Parlamentu Europejskiego.
- Nasza Grupa będzie się jeszcze zapewne odwoływać od tej decyzji. Jest ona wynikiem hipokryzji, skoro np. kanclerz Angela Merkel spotykała się z prezydentem Alijewem trzy razy, broniąc niemieckich interesów gospodarczych. Spotykał się z nim także przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, a Donald Tusk kilkanaście godzin po wyborach wysłał mu bardzo serdeczne gratulacje. Jest to potwierdzenie tego, że jedyną zasadą w Unii jest brak zasad, a jedynym standardem jest obowiązywanie podwójnych standardów.
W swoim oświadczeniu współprzewodniczący DEG (Democracy Support and Election Coordination Group), specjalnego zespołu PE, zajmującego się wsparciem i monitorowaniem demokracji poza UE, zarzucają Panom, że pojechaliście do Azerbejdżanu wbrew jego woli.
- Wcześniej nie otrzymaliśmy w tej sprawie żadnego maila. W piśmie tym zarzucono mi również, że byłem z misją obserwacyjną wyborów w Uzbekistanie, choć jako żywo nigdy nie byłem w tym kraju. Myślę, że jest to emocjonalna reakcja ludzi, przyzwyczajonych do tego, że politykę zagraniczną UE uprawiają kraje starej Piętnastki. Tymczasem kraje naszego regionu, w tym Polska, jako jego lider, mają także własną politykę. Prezydent Andrzej Duda spotkał się w Warszawie z Alijewem, a niedługo sam jedzie z wizytą do Azerbejdżanu. To jest nasz tradycyjny kierunek zainteresowania.
Rozmawiał: Roman Gutkowski
Fot. Roman Gutkowski

