Wprowadzaliście Panowie Polskę do UE pod hasłem „Silna Polska w silnej Europie”. Jak dziś mogłoby brzmieć to hasło? Czym różni się obecna Unia od tamtej Wspólnoty? – zapytaliśmy byłych premierów Polski, europosłów z Grupy S&D, Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belkę podczas konferencji prasowej online w sprawie przyszłości Europy, zorganizowanej przez Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego w Polsce.
- UE funkcjonuje dzisiaj w zupełnie innym otoczeniu globalnym. To zupełnie inny świat, bardzo zglobalizowany pod kątem technologii i informacji, ale z drugiej strony podzielony i rywalizujący ze sobą. Unia Europejska musi wziąć udział w tej rywalizacji. Trzy największe wyzwania, jakie stoją przed UE, to klimat, technologia i bezpieczeństwo. Dzisiaj Unia jest silniejsza niż 20 lat temu, ale wyzwania są znacznie poważniejsze. A Polska? Dzisiaj jesteśmy krajem o wiele bogatszym i rozwiniętym gospodarczo, ale też o wiele mniej znaczącym politycznie – powiedział europoseł Marek Belka (Lewica dla Europy, S&D).
- Wtedy, kiedy pracowaliśmy na rzecz wejścia Polski od UE, Unia składała się tylko z 15 krajów. Razem z nami do UE wchodziło dziesięć państw. Moim zdaniem, Polska różni się dziś bardziej niż dzisiejsza UE od tamtej z 2004 roku. Jeśli chodzi o wartości i zasadnicze idee, przyświecające Wspólnocie, to one nie uległy zmianie. Natomiast w Polsce dokonał się ustrojowy przewrót, który w efekcie może doprowadzić do wyjścia z UE. Przez długi czas w krajach „15” przeważała opinia że rozszerzenie na Wschód powinno odbywać się etapami. Najpierw chciano przyjąć najmniejsze państwa bałtyckie, potem średnie, takie jak Czechy, Słowacja i Węgry, a na samym końcu Polskę, jako duży kraj, porównywalny z Hiszpanią. Aż 50 proc. środków, przeznaczonych na rozszerzenie, trafiło do Polski. Ale nie chodziło tylko o pieniądze. Była niepewność, czy te kraje są w stanie dostosować swoje standardy prawne i obywatelską świadomość do europejskich standardów. A co do Polski było najwięcej wątpliwości. Na szczęście ten scenariusz nie uzyskał większości. Przeważył pogląd, że rozszerzenie powinno objąć całą dziesiątkę krajów, w czym zasługi komisarza Guenthera Verheugena są nie do podważenia. Dzisiaj z ust różnych europejskich polityków słyszymy echo tamtych dyskusji: „A może nie trzeba było przyjmować Polski tak szybko? A może trzeba było trzymać ją w przedpokoju?” Bo to, co się dzieje w Polsce i na Węgrzech jest trudne do zrozumienia dla Europejczyków. Sam fakt, że dzisiejsza Polska prowokuje takie myślenie, jest wystarczającym świadectwem tego, jakie miejsce zajmuje dziś w UE – powiedział europoseł Leszek Miller (Lewica dla Europy, S&D).
- Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie o nowe brzmienie dawnego hasła, powiedziałbym, iż powinno ono brzmieć „Mądra Polska w nowoczesnej Europie”. Ten drugi człon odzwierciedla zmiany, jakie nastąpiły i następują w UE. Poza zmianami ustrojowymi, takimi jak większa rola Parlamentu Europejskiego, zmieniły się zasadnicze zadania, jakie stawia sobie UE. Dawniej to były zadania, dotyczące członków UE, takie jak wyrównywanie poziomu rozwoju czy podtrzymanie rolnictwa. Dziś obowiązkowa struktura wydatków w ramach Planu Odbudowy ma również swój wyraźny ślad w wieloletniej perspektywie budżetowej. 37-38 proc. wszystkich pieniędzy ma pójść na Europejski Zielony Ład, a 20 proc. na cyfryzację. Dzisiaj Europa znacznie szybciej reaguje na zjawiska o charakterze ogólnoświatowym. Tak więc misja UE wyraźnie się zmienia. Należy się mądrze do tego dostosować – powiedział europoseł Włodzimierz Cimoszewicz (Lewica dla Europy, S&D).
Czy Fundusz Odbudowy, zakładający wspólny dług i wspólne podatki na jego spłatę, zjednoczy UE silniej niż wspólne wartości, takie jak praworządność, prawa człowieka, prawa kobiet i osób LGBT?
- Na to pytanie ekonomista nie może inaczej odpowiedzieć, tylko angielskim „bon motem”: „money talks”, czyli tam, gdzie pieniądze, tam i nasze serca i sentymenty. Oczywiście mówię to półżartem. Dla Europejczyków, a dla mnie osobiście, równie drogie są wartości. Może jeszcze droższe dzisiaj, kiedy są one naruszane w Polsce. Fundusz Odbudowy rzeczywiście wiąże ze sobą kraje UE w szczególny sposób. Sprawia on, że Unia staje się podmiotem fiskalnym – zaciąga dług na rynkach kapitałowych, co spotyka się zresztą z ich entuzjastycznym przyjęciem. A jednocześnie dług ten chce spłacić ze wspólnych zasobów; nie ze składek członkowskich, tylko ze wspólnych podatków lub danin podobnych do podatków. Jest to jeszcze bardziej wiążące kraje członkowskie niż wspólna waluta. Jako Europa mieliśmy wiele problemów z Grecją, ale dzisiaj Grecy nie wyobrażają sobie wyjścia ze strefy euro. Dzisiaj euro jest najsilniejszym napędem integracyjnym. Wspólne długi i wspólne podatki to drugi taki silny czynnik wiążący. Może nawet bardziej niż wspólne wartości – powiedział europoseł Marek Belka.
- Dla tych rządów i władz narodowych, które nie mają kłopotów z przestrzeganiem i akceptacją wartości, Fundusz Odbudowy jest dodatkowym impulsem, wzmacniającym tę jedność. Zgadzam się, że jest to krok w kierunku zacieśniania integracji i federalizacji. Ale są przecież kraje, które uważają, że podstawowym przejawem działalności UE powinna być współpraca gospodarczo-handlowa. A jakieś tam wartości, takie jak praworządność, to jest tylko niepotrzebny balast, od którego trzeba się jak najszybciej uwolnić. Kraje te uważają, że UE to tylko bankomat nic więcej. Dla tych krajów – mówię tu m. in. o Polsce – będzie to tylko potwierdzenie, że bankomat jest bogatszy i można z niego wyciągnąć więcej pieniędzy. Chyba, że nowy instrument, jakim dysponuje UE w postaci rozporządzenia o warunkowości budżetowej, będzie narzędziem, który będzie ten bankomat systematycznie odchudzał. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że dla polskiego rządu cały ten Program Odbudowy odbierany jest wyłącznie w kontekście oczekiwanych korzyści ekonomicznych, a wartości są niepotrzebnym balastem – powiedział europoseł Leszek Miller.
- Już w tej kadencji, mniej więcej półtora roku temu, a więc przed pandemią, w Parlamencie Europejskim, w tym w naszej grupie politycznej, pojawiały się silne głosy o potrzebie emitowanie euroobligacji. Wtedy pomysły te traktowane były jako ekstrawaganckie i nikt nie dawał im poważniejszej szansy. Później zmieniło się to stanowisko, a dramatyczne konsekwencje społeczno-gospodarczego pandemii Covid-19 odegrały rolę katalizatora. Substancją wyjściową były jednak europejskie wartości, dające nam poczucie wspólnoty. Żaden inny zespół państw na świecie nie zdecydował się na taki ruch. Nikt tak nie postąpił, bo nigdzie nie ma wspólnoty. My na szczęście tworzymy Wspólnotę, której wewnętrznym spoiwem jest przekonanie, że łączą nas wspólne wartości, a nie tylko doraźne interesy – powiedział europoseł Włodzimierz Cimoszewicz.
Roman Gutkowski

