Czy uwolnienie Julii Tymoszenko jest warunkiem sine qua non podpisania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą na listopadowym szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie?

 - Tak, jest to warunek sine qua non. Niezależnie od różnych ocen, jakie się pojawiają w różnych fragmentach europejskiej sceny politycznej. Do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą potrzebna jest zgoda wszystkich krajów członkowskich UE. A nie będzie zgody wszystkich krajów, jeśli nie będzie wolnej Julii Tymoszenko. Więc jeśli komuś naprawdę zależy na szczęśliwym finale tej sprawy, to powinien maksymalnie przekonywać Ukrainę, by ten warunek spełniła, niezależnie od tego, czy ktoś wierzy w słuszność tego, czy nie wierzy. A wolność jest dosyć jednoznaczna według standardów europejskich. Uważamy, że zarzuty, stawiane Julii Tymoszenko są motywowane politycznie, co określamy jako „wybiórczą sprawiedliwość”. Musi to być jej rzeczywiste uwolnienie, a nie więzienie jej za granicą.

Rosja wywiera obecnie silną presję na kraje Partnerstwa Wschodniego, takie jak Ukraina czy Mołdawia, które dążą do zbliżenia z Unią Europejską. A co z Gruzją?

- Jeśli w Wilnie dojdzie do parafowania umowy stowarzyszeniowej z Gruzją, a w ciągu następnego roku – do jej podpisania, to kraj ten będzie musiał spełnić te same warunki, co Ukraina. Chodzi m.in. o niestosowanie „wybiórczej sprawiedliwości”, reformę systemu sprawiedliwości oraz zmianę systemu wyborczego, który dziś dyskryminuje opozycję. Nie wykluczam jednak, że Gruzja może podążyć szlakiem Armenii, która kilka tygodni temu zdecydowała o przystąpieniu do tworzonej przez Rosję unii celnej. Wydaje się – ale jest to moja osobista opinia – że obecny premier Gruzji Iwaniszwili chce zniszczyć opozycję prodemokratyczną i proeuropejską i zastąpić ją opozycją antyeuropejską i prorosyjską, przejąć media, zmienić nastawienie społeczeństwa i przystąpić do Unii Euroazjatyckiej. Ten zły scenariusz nie musi, ale może się spełnić.

Rozmawiał: Roman Gutkowski

P1070808