Wywiad z Rafałem TRZASKOWSKIM (PO, EPL)
Czy wyniki pierwszej tury wyborów w Elblągu i sondaże ogólnopolskie można uznać za prognostyk przed wyborami do PE w Polsce?
- Do wyborów do PE pozostał jeszcze prawie rok, a przez rok w polityce może wydarzyć się bardzo dużo. W wyborach samorządowych duże partie dostają mniej głosów, gdyż startują również kandydaci niezależni. Natomiast nie da się ukryć, że trend dla Platformy Obywatelskiej jest niepokojący, ponieważ deklarowane poparcie jest coraz mniejsze.
Czy nie obawia się Pan, że za 11 miesięcy wyborcy w Polsce skorzystają z pierwszej okazji, aby ukarać PO i PSL za kilkuletnie rządy?
- Wybory do PE decydują o tym, kto będzie reprezentował nasz kraj. Platforma Obywatelska jest partią najbardziej wiarygodną, jeśli chodzi o politykę europejską. W ostatnich miesiącach zostało to ponad wszelką miarę udowodnione, choćby w postaci negocjacji dotyczących budżetu na lata 2014-2020. Zbliżające się wybory będą miały bardziej europejski charakter, ponieważ duże partie wystawią swojego kandydata na przewodniczącego Komisji Europejskiej i będzie się toczyła ogólnoeuropejska kampania. Dlatego też mam nadzieję, że akcenty europejskie pojawią się w większym stopniu, niż polityka wewnętrzna. Choć oczywiście nie można wykluczyć scenariusza, w którym wyborcy skorzystają z okazji, aby wyrazić swoje zdanie na temat tego, co się dzieje w Polsce.
Czy wyniki wyborów do PE wzmocnią, czy też osłabią polski głos w UE?
- Zależy to od naszych wyborców. W Parlamencie Europejskim wpływ na to, co się tam dzieję, mają tak naprawdę te partie, które odgrywają rolę w dużych europejskich frakcjach. To ich przedstawiciele sprawują ważne stanowiska, są posłami sprawozdawcami najważniejszych aktów prawnych i negocjują w imieniu PE. Powinno nam więc zależeć na tym, aby jak najwięcej polskich europosłów zasiadało w tych frakcjach, które się w PE liczą, a nie w tych, które odgrywają marginalną rolę.
Jaki wpływ na wyniki i frekwencję w eurowyborach może mieć kryzys gospodarczy, a zwłaszcza rosnące bezrobocie wśród młodzieży?
- Kryzys może sprawić, że w całej Europie na partie skrajne, zarówno z lewej, jak i z prawej strony sceny politycznej padnie więcej głosów, niż do tej pory. Tak będzie zapewne m.in. w Grecji i we Francji. Mam nadzieję, że Polska będzie tu wyjątkiem, a ludzie zachowają się bardziej odpowiedzialnie, gdyż dzięki polityce obecnego rządu ten kryzys nie dotknął Polski w tak bolesny sposób, jak inne państwa europejskie.
Skąd bierze się tak niska frekwencja w wyborach do PE w Polsce, która jest jedynym z najbardziej euro-optymistycznych krajów w UE?
- Ludzie sądzą, że za większość ich spraw odpowiadają parlamenty narodowe. W związku z tym we wszystkich państwach frekwencja w eurowyborach jest niższa niż w wyborach krajowych o około 20 punktów procentowych. Problem polega na tym, że w Niemczech czy we Francji frekwencja w wyborach do parlamentów narodowych wynosi średnio 60-70 procent, podczas gdy w Polsce jest to zaledwie czterdzieści kilka procent. W efekcie w wyborach do PE daje to nam jedną z najniższych frekwencji w Europie.
W jaki sposób można przekonać wyborców, że warto głosować na naszych europosłów?
- Zadaniem europosłów i partii politycznych jest przekonanie wyborców, że większość decyzji, które mają wpływ na nasze codzienne życie, zapada w Brukseli. Od kilku ostatnich lat Parlament Europejski współtworzy wszystkie te decyzje i już dawno przestał być wyłącznie klubem dyskusyjnym. Wszelkie decyzje, dotyczące polityki społecznej, ochrony środowiska, kwestii budżetowych, czy bezpieczeństwa wewnętrznego, muszą zyskać akceptację Parlamentu, który stał się w ten sposób równorzędnym partnerem rządów. Duża część pracy Sejmu polega na tłumaczeniu tego europejskiego prawodawstwa na język polskich ustaw. Dlatego tak ważne jest, aby nasza reprezentacja w PE była silna i wiarygodna, a w Radzie reprezentował nas rząd, który posiada sieć kontaktów i potrafi zawierać koalicje. Cóż bowiem z tego, że wybierzemy posłów, którzy nawet będą wiedzieli, co chcą zrobić w PE, jeśli po zdobyciu mandatów zasiądą w marginalnym ugrupowaniu, które nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się w Brukseli?
Czy Pańskie Mobilne Biuro, które działało ostatnio przez kilka tygodni w Warszawie, ma być jednym ze sposobów przekonania ludzi, że warto pofatygować się do urn?
- Staram się co roku wychodzić do ludzi. Uważam, że europoseł powinien rozmawiać z ludźmi. Nie jesteśmy w stanie rozwiązywać setek codziennych problemów, ale pełnimy w jakimś stopniu rolę ambasadorów UE. Dlatego też chciałbym wiedzieć, czego wyborcy spodziewają się po europosłach. Ludzie przychodzą do nas z bardzo konkretnymi pytaniami; duża część z nich dotyczy Unii Europejskiej – unijnego budżetu i jego priorytetów, polityki w dziedzinie energetycznej i ochrony środowiska. Dużo jest też pytań, dotyczących tego, co dzieje się w Warszawie, jeśli chodzi o politykę europejską, w której to dziedzinie współpracuję dość ściśle z ratuszem. Poza tym uważam, że polityk nie powinien prowadzić kampanii tylko miesiąc przed wyborami. Jeśli mamy przekonać wyborców, że Parlament Europejski jest istotny dla ich codziennego życia, nie można tego robić raz na pięć lat, tylko trzeba robić to cały czas.
Rozmawiał: Roman Gutkowski
