Skąd bierze się rekordowo niska frekwencja w eurowyborach w Polsce? W pierwszych wyborach do PE nie przekroczyła ona 21%, a w drugich – 25%. Czy tym razem będzie podobnie?
Wybory do PE nie cieszą się zbytnią popularnością wśród mieszkańców UE. Swoim wynikiem nie odbiegamy od przeciętnej unijnej. Jest to podyktowane tym, iż PE przez obywateli nie jest traktowany poważnie. Zasadniczą rolę mają w tym zakresie środki masowego przekazu, które poprzez swoją retorykę w kwestii interpretacji zadań europosłów (np. eurozjady i temu podobne określenia) wpisują się w negatywny przekaz postrzegania tej instytucji. W trakcie obecnych wyborów nie będzie inaczej. To bezpośrednio wpływa na fakt, że i tym razem frekwencja będzie niska.
Jaki wpływ na wyniki i frekwencję wyborczą w Europie może mieć kryzys gospodarczy, z którym UE wciąż nie potrafi sobie do końca poradzić?
UE obecnie znajduje się w złej kondycji gospodarczej. Na tę sytuację miało wpływ kilka zasadniczych elementów. Podstawę problemu stanowi fakt, iż UE przestała być konkurencyjna w stosunku do innych części świata. To efekt dotychczasowej polityki, w której główną rolę odgrywała Europejska Partia Ludowa z Przewodniczącym Komisji Jose Manuelem Barosso, z pełnym poparciem PO i PSL, które wchodzą w skład tej frakcji politycznej.
Sprawy idą w złym kierunku, gdyż propozycje wzrastających obciążeń fiskalnych, które mają ponieść obywatele UE, w tym Polacy w żaden sposób nie zachęcają do udziału w tych wyborach.
Czy sądzi Pan, że w związku z wyborami prezydenckimi na Ukrainie, zapowiedzianymi na 25 maja, kampania do PE w Polsce zostanie zdominowana przez sytuację w tym kraju?
Do tej pory mieliśmy w stosunku do Rosji do czynienia z uległą polityką Donalda Tuska. Jeszcze do niedawna nazywał on Putina przyjacielem. Wydarzenia na Krymie ukierunkowały politykę Tuska w stronę straszenia Polaków wojną. W świetle jego wcześniejszych dokonań to działanie skandaliczne i perfidne, bo to przecież Donald Tusk jako pierwszy zrezygnował z budowy tarczy antyrakietowej w Polsce, całkowicie odchodząc od polityki rządu PiS.
Czy Pańskim zdaniem wyborcy potraktują eurowybory jako swoisty plebiscyt – „za” czy „przeciw” rządowi?
To bardzo ważne, aby wyborcy ocenili dotychczasowe dokonania Donalda Tyska. I nie mówię tutaj o dyrektywach unijnych w zakresie propagowania jazdy na rowerze, czy krzywizny ogórka. Rzecz idzie o spadający poziom życia Polaków, oraz największa, toczącą nasze społeczeństwo chorobę – bezrobocie. Receptą rządu PO jest emigracja, na tak dużą skalę niespotykana w historii Polski. Wybory powinny być rzeczywistą oceną tej sytuacji.
Co sądzi Pan o obecności celebrytów i sportowców na listach wyborczych?
To sposób PO na obecną kampanię. Z jednej strony straszenie Polaków wojną, z drugiej strony zdobywanie popularności przy pomocy pływaczek i siatkarzy – bez żadnej propozycji programowej. Taki ma sposób Donald Tusk na prowadzenie obecnej kampanii.
Czy wyniki wyborów do PE wzmocnią, czy też osłabią polski głos w UE?
Przy tej okazji warto odnieść się do obecnej sytuacji zdominowanej w Europarlamencie przez reprezentantów PO i skutków tej polityki. Przypomnijmy: fatalna sytuacja polskich sił zbrojnych, całkowity upadek polskiej gospodarki morskiej (upadek stoczni), postępujące uzależnienie dostaw gazu z kierunku wschodniego, zgoda polskiego rządu na budowę gazociągu Nord Stream, oraz hamowanie wydobycia gazu łupkowego. Zmiany muszą nastąpić. Obecny głos Polski nie jest w ogóle respektowany.
Czy w Polsce może powtórzyć się sytuacja z pierwszych wyborów do PE, kiedy sporą część naszej reprezentacji stanowili eurosceptycy?
Przyszłość Polski musi opierać się o Europę. To jedyny możliwy sojusz, który stanowi względne bezpieczeństwo. Zmianie przede wszystkim powinna ulec dotychczasowa polityka, obecnie kliencka, na odpowiedzialną, taką samą, jaka została przyjęta przez pozostałe, duże kraje UE, a więc na politykę obrony i dbania o własne interesy.
Czym pragnie Pan zająć się w Parlamencie Europejskim?
W mojej dotychczasowej pracy w PE przede wszystkim koncentrowałem się na obronie polskiej gospodarki morskiej, oraz walce o bezpieczeństwo energetyczne Polski. To kierunki polityki niezwykle ważne dla naszego kraju, którymi w dalszym ciągu chciałbym się zajmować. W tym zakresie byłem autorem wielu sprawozdań, które dają duże możliwości dla rozwoju naszego kraju. Problem w tym, że zmianie musi ulec polityka Donalda Tuska, ale bez zmiany polskiego rządu nie jest to możliwe.
W jaki sposób zamierza Pan przekonać wyborców, że Parlament Europejski ma wpływ na ich codzienne życie?
W świetle Traktatu z Lizbony PE zyskał znaczne możliwości decyzyjne w zakresie stanowienia prawa. Gdyby świadomość osób reprezentujących Polskę w PE była właściwa, nie doszłoby do likwidacji polskich stoczni, czy złomowania polskiej floty rybackiej (te decyzje podjęto przecież w Brukseli). Nie blokowano by nam wydobycia gazu łupkowego, a dodatkowe podatki nakładane na Polaków w ramach tzw. „walki z ocieplaniem klimatu” nie byłyby wprowadzone. To najbardziej dotkliwy wpływ obecnej europejskiej polityki, która w świetle wyborów i decyzji wyborców musi ulec diametralnej zmianie.
Rozmawiał: Roman Gutkowski

