Belka 1

Marek Belka

Fot. Roman Gutkowski

Koalicja Europejska to małżeństwo z rozsądku, wynikające z sondaży, czy też coś więcej?

Marek Belka, były premier RP i były prezes NBP: Nie widzę niczego złego w zdrowym rozsądku, chociaż w Polsce jest on dziś w małej cenie. Myślę, że na pewno jest to posunięcie rozsądne. W końcu właśnie w wyborach do europarlamentu chodzi o to, by jasno wypowiedzieć się, czy jesteś za integracją europejską, czy tylko to udajesz. Jest to jednak również małżeństwo z pewnego patriotycznego obowiązku. Trzeba zrobić wszystko, aby wzmocnić pozycję Polski w Europie. Te wybory są również emanacją polskiej polityki zagranicznej albo jej braku. Dlatego też od samego początku byłem entuzjastą tej koalicji i cieszę się, że dość szeroko została ona zakrojona. W drugim kroku, czyli w wyborach do Sejmu, ma to być koalicja konstytucyjna. Ale najpierw musimy się przekonać, jak wyjdzie nam ten pierwszy krok; w maju wszyscy zobaczą, ile są warci. To, co sobie wymyślą politycy, jest ważne, ale koalicja musi zyskać poparcie wśród wyborców. Pierwsze sondaże są zachęcające; liczę na efekt kuli śniegowej, bo ludzie lubią głosować na zwycięzców.

Na trzy miesiące przed eurowyborami PiS wyraźnie łagodzi swoje antyunijne wypowiedzi, aby uniknąć oskarżeń o chęć doprowadzenia do „polexitu”.

To przebierańcy. Zawsze można im przypomnieć, że pierwszym aktem nowej premier, Beaty Szydło, było oddanie unijnych flag do pralni. Dopiero po jakimś czasie poszli po rozum do głowy i flagi te wywiesili. Nie można z jednej strony twierdzić, że jesteśmy proeuropejscy, a z drugiej torpedować europejską politykę zagraniczną, czego przykładem była niedawna niefortunna konferencja bliskowschodnia w Warszawie.

SLD wprowadzał Polskę do Unii. Pojawiły się głosy, że wejście do Koalicji Europejskiej grozi tej partii utratą tożsamości.

Decyzja w tej sprawie została przyjęta na Radzie Krajowej niemal jednogłośnie. Elektorat SLD jest na tyle wyrobiony politycznie, że nie odczuwa z tego powodu niechęci. Gdyby taka sama koalicja była w wyborach samorządowych do sejmików, PiS zapewne nie rządziłby nigdzie poza Podkarpaciem.

Czy desant byłych premierów i szefów dyplomacji wzmocni pozycję Polski w Brukseli i Strasburgu?

Zobaczymy, czy potraktują nas tam jako dinozaurów, czy jako wciąż aktywnych polityków. Ja na pewno nie czuję się ani zużyty, ani stary. Nie chodzi o tęsknotę do polityki. Zresztą Parlament Europejski to trochę inna polityka. Dla mnie to coś nowego. Z Europą miałem dotychczas do czynienia na poziomie makropolitycznym albo makroekonomicznym.

Skąd wynika rekordowo niska frekwencja w eurowyborach w Polsce, oscylująca wokół 25 procent?

Ludzie nadal nie mają świadomości, że są to ważne wybory. Ale myślę, że w tym roku frekwencja będzie wyższa.

Jak ocenia Pan szanse nowej partii Wiosna Roberta Biedronia?

Mam nadzieję, że zmobilizuje ona do głosowania sporą część młodego elektoratu, która jest dziś pasywna. Myślę, że jest to konkurencja, choć nie dla SLD, ale dla PO i Nowoczesnej, a także dla Kukiza. Jeśli partii Biedronia uda się utrzymać kilkunastoprocentowe notowania, to na jesieni może okazać się ona ciekawym koalicjantem o radykalnych poglądach. A swoją drogą, o niektórych innych politykach trudno dziś powiedzieć, czy w ogóle mają jakieś poglądy.

Rozmawiał: Roman Gutkowski