Rok temu, kiedy rozpoczynała się Konferencja w sprawie Przyszłości Europy, w wywiadzie dla Eurowyborów powiedziała Pani, że ma Pani nadzieję, iż konferencja ta stworzy jakiś trwalszy mechanizm, coś więcej, niż tylko konsultacje z obywatelami. Czy nadal uważa Pani, że debata o Europie powinna stać się częścią europejskiego krajobrazu?

Country, group, (bio)

- Tak, przebieg konferencji mnie w tym utwierdził. Świadczą o tym konkretne propozycje, składane przez obywateli oraz uczestników, zabierających głos na platformie wielojęzycznej. Musimy w to dalej inwestować. Teraz Parlament Europejski musi dokładnie przyjrzeć się ponad 170 rekomendacjom, będących owocem czterech paneli tematycznych i zdecydować, które z nim wymagają zmian traktatowych. Już na jesieni przedstawimy w tej sprawie stanowisko. Mam nadzieję, że również Komisja Europejska i Rada będą kierowały się tymi rekomendacjami. Dotyczy to zwłaszcza Rady, którą tworzą państwa członkowskie.

Czy konieczność zmian traktatowych, wynikająca z konkluzji konferencji, nie grozi tym, że Europa ponownie ugrzęźnie w instytucjonalnych debatach, jak było w przypadku niedoszłej konstytucji dla Europy?

- Po fiasku Konwentu w sprawie konstytucji europejskiej, w 2007 roku przyjęto Traktat Lizboński. Od tego czasu Unia Europejska bardzo się zmieniła. Wzrosła liczebność państw członkowskich, a także zwiększyły się problemy, potrzeby i wyzwania, stojące przed UE. Doszło do zmian w strukturze strefy euro, a obecnie mamy do czynienia z pandemią i wojną na Ukrainie. Do tej pory państwa członkowskie, przeciwne zmianom traktatowym, twierdziły, że nie chcą ich obywatele. Konferencja pokazała jednak, że obywatele pragną tych zmian. Uczestniczyłam w wielu debatach i nigdy nie słyszałam, aby obywatele chcieli mniej Europy. Wręcz odwrotnie. Dlatego też jestem w tej kwestii optymistką.

Które spośród konkluzji Konferencji uważa Pani za najważniejsze?

- Osobiście za najważniejszą uważam rekomendację dotyczącą odejścia od zasady jednomyślności w przypadku podejmowania decyzji w kwestiach związanych z polityką zewnętrzną i obronną. Dzięki temu unikniemy sytuacji, w której jedno państwo mogłoby np. zablokować przyjęcie sankcji wobec Rosji za inwazję na Ukrainę. Ważne są także rekomendacje w sprawie wzmocnienia unii energetycznej i zdrowotnej, co jest efektem wojny na Ukrainie i pandemii. Ważna są także zalecenia w sprawie zmiany europejskiego prawa wyborczego, walki ze zmianami klimatu oraz polityki socjalnej.

Zwolennicy „Europy ojczyzn” twierdzą, że konferencja stała się narzędziem politycznym w rękach federalistów, a przekazywanie coraz większej władzy na poziom europejski jeszcze bardziej oddali Europejczyków od centrum decyzyjnego w Brukseli, zamiast zbliżyć Unię do obywateli. Co Pani o tym sądzi?

- Przeciwnicy integracji europejskiej, w tym z Polski i Węgier, próbują zbudować maleńką, słabą Europę, kierując się interesami politycznymi i partyjnymi. Twierdzą przy tym, że pragną pielęgnować lokalną i narodową tożsamość, ale przecież Europa temu nie zagraża. Taką zamkniętą wizję coraz trudniej „sprzedać” obywatelom. Ludzie młodzi nie mają dziś żadnych problemów z pogodzeniem narodowej i europejskiej tożsamości. Europa ich łączy, a nie dzieli.

Konferencja odbywała się pod egidą Emmanuela Macrona, dążącego do ściślejszej Unii. Został on właśnie wybrany prezydentem Francji na kolejną kadencję, ponownie pokonując w drugiej turze przedstawicielkę skrajnej prawicy, Marine Le Pen. Czy jego wygrana oznacza, że europejska integracja zostanie pogłębiona, czy też będzie na to za słaby z powodu problemów w polityce wewnętrznej?

- Emmanuel Macron nie ma po prostu wyboru. W czasie pierwszej kadencji jako prezydent Francji wyrósł na lidera Europy, który ma wpływ na kierunek, w jakim zmierza UE. Cieszę się, że wygrał z Marine Le Pen dużą różnicą głosów. Mam też nadzieję, że podobnie będzie po czerwcowych wyborach do francuskiego Zgromadzenia Narodowego. Zdobycie większości w parlamencie pozwoliłoby mu uniknąć trudnej „kohabitacji”. Wybory prezydenckie nad Sekwaną pokazały, że umacniają się tam siły radykalne, zarówno prawicowe, jak i lewicowe. Zapowiada się więc bardzo trudna prezydentura. Mam nadzieję, że kłopoty wewnętrzne nie utrudnią jednak Macronowi działania na arenie europejskiej. Jest bowiem jednym z nielicznych europejskich polityków, łączących europejskie wartości z pragmatyzmem.

Rozmawiał: Roman Gutkowski