Podczas trwającej w Brukseli sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego miała miejsce debata dotycząca przygotowań do posiedzenia Rady Europejskiej w dniach 10–11 grudnia 2020 r. W imieniu grupy EKR głos w niej zabrali europosłowie Beata Szydło, Zdzisław Krasnodębski, Anna Zalewska, Bogdan Rzońca, Zbigniew Kuźmiuk oraz Patryk Jaki.

Beata Szydło zauważyła, że podczas debaty padło wiele wypowiedzi o solidarności, praworządności i zasadach, które powinny być stosowane w Unii Europejskiej, ponieważ legły u podstaw stworzenia Wspólnoty. “Ale to właśnie Parlament Europejski, to właśnie Państwo proponujecie łamanie tych zasad. Nie ma nigdzie zapisanego powiązania funduszy europejskich z praworządnością” – wskazywała.

Zdaniem eurodeputowanej PiS jest to próba narzucenia przez większość w Parlamencie zasad, które nie są zapisane w Traktatach, które nie obowiązują, nad którymi UE nigdy nie dyskutowała i których nie przyjęła. “A więc, jeśli mówicie Państwo o praworządności, to sami musicie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wy aby tej praworządności właśnie w tej chwili nie łamiecie?” – dodała.

Eurodeputowana PiS odniosła się również do przywoływanej w wielu wypowiedziach Polski, tłumacząc, że nie ma tam problemów z praworządnością. “W demokratycznych wyborach Polacy zdecydowali o wyborze mojej partii, Prawa i Sprawiedliwości, która utworzyła rząd i która realizuje konsekwentnie program, do którego zobowiązali nas polscy obywatele” - przypomniała. Szydło podkreśliła, że polski rząd dba o interesy Polski i Polaków, bo taka jest jego rola i do tego został zobowiązany w demokratycznych wyborach.

Była szefowa polskiego rządu mówiła, że nie można arbitralnie narzucać woli większości mniejszości. “Państwo reprezentujący większość Parlamentu Europejskiego uważacie, że to co jest dobre dla was, jest dobre dla Unii Europejskiej. Tak nie jest. UE to 27 państw, 27 wrażliwości, 27 narodów, 27 gospodarek” – zaznaczyła.

Polska polityk powiedziała również, że obowiązkiem wynikającym z Traktatów i idei, na której została zbudowana UE, jest solidarność, uwzględnianie interesów wszystkich państw członkowskich oraz dbanie o interesy wszystkich mieszkańców UE.

Profesor Zdzisław Krasnodębski przypomniał, że Unia Europejska powinna być wspólnotą wolnych i równych narodów, zbudowaną na Traktatach, w duchu kompromisu, a nie dyktatu. „Traktaty mówią np. o tym, jak ustalamy Wieloletnie Ramy Finansowe. Nie ma tam ani słowa o warunkowaniu funduszy od arbitralnie zdefiniowanego ryzyka zagrożenia praworządności. Państwo chcieliby te Traktaty obejść” – podkreślił eurodeputowany i dodał, że w ten sposób instytucje unijne naruszają unijną praworządność.

„Polska i Węgry skorzystały ze swojego prawa” – mówił polski polityk. Jak stwierdził, Parlament Europejski także przez wiele miesięcy blokował to porozumienie, również korzystając z przysługującego mu prawa. „To nie jest dyskusja o wartościach europejskich, bo my je szanujemy. To jest dyskusja o tym, kto ma prawo je interpretować” – zauważył profesor Krasnodębski i podkreślił, że polski rząd nie uważa, że godność człowieka polega na wolnym dostępie do aborcji i eutanazji. „Nie sądzimy, że demokracja polega na tym, że w Brukseli ma zapadać decyzja, kto ma rządzić w Warszawie i w Budapeszcie. Nie na tej sali” – podsumował.

„Szacunek, solidarność, pragmatyzm. To trzy warunki, żeby dyskutować poważnie o pieniądzach dla obywateli, żeby wyjść z kryzysu i żeby móc poważnie rozmawiać o prawie klimatycznym” – powiedziała Anna Zalewska. Eurodeputowana zauważyła, że obecnie w PE prezentowane są niestety jedynie szantaż, emocje, polityczne zacietrzewienie i ideologiczna histeria.

Polska polityk podkreśliła, że trzeba rozmawiać o prawie klimatycznym z szacunkiem i odpowiedzialnością za obywateli. „Parlament Europejski nie posłuchał tego, o czym mówiła Rada. Złamał wszystkie ustalone zasady” -  mówiła europosłanka, podając za przykład nowy cel klimatyczny na 2030 r. Cel ten, podczas gdy Agencja Środowiska przestrzega, że 40% jest niemożliwe do zrealizowania, według Rady ma wynosić 55%, Parlament natomiast wyznacza na 60%. „Mówimy dużo o solidarnym dążeniu do zeroemisyjności, niestety jednak i na tę solidarność PE nie wyraża zgody” – mówiła Zalewska i podsumowała, że brak szacunku, solidarności i pragmatyzmu jest drogą donikąd.

Bogdan Rzońca zauważył, że kraje UE osiągają sukces, gdy stawiają czoła wspólnym wyzwaniom jak pandemia, gospodarka czy handel. “Źle zaczyna się dziać, gdy zapominamy o Traktatach” – stwierdził, przypominając art. 4 Traktatu o Unii Europejskiej, który mówi wprost: “wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich”.

Europoseł PiS zauważył, że Rada Europejska z lipca br. pamiętała o tym i dlatego doszła do porozumienia, jednak Parlament Europejski poprzez rezolucje i różne krzywdzące wypowiedzi zaprzepaścił lipcowe uzgodnienia. “Te rezolucje i fałszywe informacje np. o Polsce spowodowały, że zniszczono solidarność europejską” – stwierdził Rzońca. Polityk mówił, że nie ma zgody na takie szkodliwe działania.

Poseł do PE mówił, że lewicowi “fałszywi prorocy” używają dziś nowej broni – mechanizmu praworządności, który w rzeczywistości jest niczym innym, jak mechanizmem walki z chrześcijańskimi, prawicowymi rządami. “Widać jak ta fałszywa broń już opóźnia inwestycje w UE. Stoimy w miejscu i dyskutujemy zamiast działać” – stwierdził. Europoseł podkreślił, że przede wszystkim należy pamiętać o idach, które przyświecały ojcom założycielom.

Zbigniew Kuźmiuk odniósł się do kompromisu budżetowego Rady Europejskiej z 21 lipca tego roku. Jak wskazał, rzeczywiście wtedy premierzy 27 krajów członkowskich zgodzili się na wieloletni budżet i na fundusz odbudowy z całym jego oprzyrządowaniem, zgodzili się też na mechanizm praworządności, ale rozumiany jako ochronę interesów finansowych UE. „Niestety większość parlamentarna i prezydencja niemiecka 5 listopada to porozumienie brutalnie złamały. Teraz nazywacie Państwo szantażystami kraje, które zwróciły uwagę, że to porozumienie zostało złamane?” – pytał.  Europoseł powiedział, że dwie instytucje unijne wskazują, że proponowane rozwiązania łamią Traktaty. „Europejski Trybunał Obrachunkowy dwa lata temu pisał, że potrzebne są jasne i szczegółowe kryteria tego mechanizmu. Przez dwa lata Komisja tych kryteriów nie przygotowała” – punktował. Polski polityk przypomniał też, że służby prawne Rady piszą, że obejście art. 7 jest łamaniem Traktatów unijnych, a PE przechodzi nad tym do porządku dziennego. „Jak można łamać unijne Traktaty i próbować tworzyć mechanizm do pilnowania praworządności w krajach członkowskich? To jest kuriozalne” – zakończył.

Patryk Jaki stwierdził, że symptomatyczne jest, że najpierw niemiecki komisarz w 2018 roku forsuje rozporządzenie związane z praworządnością, a teraz niemiecka prezydencja naciska, żeby to zakończyć. Jak zauważył, głównym zarzutem wobec Polski jest upolityczniony wybór sędziów. Tymczasem, tłumaczył Jaki, to Niemcy mają najbardziej upolityczniony sposób wyboru sędziów w całej Europie, a politycy często wybierają w tym kraju polityków na sędziów, z kolei w Polsce to sędziowie nadal mają decydujący wpływ. “I Wy macie czelność mówić Polakom, że łamią praworządność? Ja Wam przypomnę, że do dzisiaj nie zapłaciliście nawet jednego euro za Wasze poprzednie “lekcje praworządności” w Polsce” - dodał. “Ile jeszcze przykładów Waszej arogancji, która łamie europejską solidarność jest potrzebnych, żebyście zrozumieli, że każde państwo ma prawo decydować o tym, co jest zapisane w Traktatach?” – pytał polski polityk. Patryk Jaki chciał wiedzieć również, czy w kontekście przywoływanej nieustannie praworządności, “praworządne” jest dogadywanie się z Putinem nad głowami Europejczyków w sprawie gazowej. “Czy to jest ta solidarność i praworządność, której Niemcy chcą uczyć całej Europy?” – dociekał.