- Zachęcam Państwa do awantury – powiedział Krzysztof Blusz, wiceprezes demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej, który wraz z Ewą Synowiec, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, otworzył 24 czerwca debatę w siedzibie “Polityki” na temat na temat Zielonej Księgi w sprawie ram polityki w zakresie klimatu i energii do roku 2030.
Obyło się bez awantury, choć nie zabrakło polemiki. Jak przypomniał Artur Runge-Metzger, dyrektor ds. strategii międzynarodowej i klimatycznej z Generalnej Dyrekcji ds. Klimatu w Komisji Europejskiej, w latach 1990-2011 polityka klimatyczno-energetyczna UE zakończyła się sukcesem: emisja CO2 spadła o 18,5%, podczas gdy unijne PKB wzrosło o 40%. W latach 2010-2050 UE ma przeznaczać na ten cel 1,5% swojego PKB, tj. 270 mld euro rocznie. – Europejski przemysł domaga się od nas nowej strategii, aby zaplanować inwestycje. Dlatego też w marcu br. ogłosiliśmy Zieloną Księgę. Przewiduje ona m.in., że do 2030 r. unijne emisje gazów cieplarnianych będą musiały zostać zmniejszone o 40 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r., aby umożliwić ich zmniejszenie do 2050 r. o 80-95 proc. Obecnie trwa dyskusja w sprawie tego, czy mają to być cele wiążące i czy mają one być realizowane na poziomie krajowym, czy też europejskim. Konsultacje w tej sprawie dobiegają właśnie końca – powiedział przedstawiciel KE.
Tymczasem zdaniem posłanki do PE, prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej, Zielona Księga nie jest niczym nowym. – Cele klimatyczne zostały określone już wcześniej. W tej sprawie mamy niewielkie pole manewru. Parlament Europejski zapewne jeszcze bardziej zaostrzy propozycje Komisji. Musimy mieć tego świadomość. Potem przyjdzie czas na dyskusje na szczeblu rządów, gdzie cel w postaci 40% redukcji emisji CO2 będzie przedmiotem negocjacji. Być może skończy się na 30-procentowej redukcji – powiedziała. Jak podkreśliła, drogi dochodzenia do tych celów powinny być określane przez poszczególne kraje członkowskie. – Powstaje też pytanie, jak nie zabijać przy okazji konkurencyjności i europejskiego rynku wewnętrznego oraz jak „europeizować” dopłaty do polityki energetyczno-klimatycznej. -Unijna polityka w tej dziedzinie działa jak walec. Musimy się do tego dostosować i przebudować naszą politykę energetyczną – podkreśliła Kolarska-Bobińska.
Innego zdania był prof. Zbigniew Karaczun, prezes Polskiego Klubu Ekologicznego – Okręg Mazowiecki. – Zielona Księga jest pozytywnym elementem, gdyż daje długoterminową perspektywę oraz pewność zarówno biznesowi, jak i społeczeństwu. Świadczy ona o tym, że pomimo kryzysu nie ma odejścia od budowy gospodarki niskoemisyjnej, gdyż w pewnym momencie surowców energetycznych zacznie po prostu brakować. Dodał jednak, że w Zielonej Księdze brakuje mu wiążących celów w dziedzinie odnawialnych źródeł energii i efektywności energetycznej.
Również dr Maciej Bukowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych podkreślił, iż warto stawiać sobie konkretne cele w dziedzinie polityki energetyczno-klimatycznej. – Warto też, aby cele te ukierunkowane były na konkretne kraje, takie jak Niemcy i Polska, gdzie efekty stosowania tej polityki mogą być najszybsze. Z kolei Daria Kulczycka, dyrektor Departamentu Energii i Klimatu z PKPP Lewiatan podkreśliła, że biznes przyjmuje Zieloną Księgę z zadowoleniem, gdyż pozwala ona zaplanować inwestycje w tej dziedzinie po 2030 r. – Stanowi ona adaptację do świata takiego, jaki jest, a nie takiego, jaki Europa chciała widzieć – dodała.
Roman Gutkowski

