Skąd bierze się rekordowo niska frekwencja w eurowyborach w Polsce? W pierwszych wyborach do PE nie przekroczyła ona 21%, a w drugich – 25%. Czy tym razem będzie podobnie?

 Ta rekordowo niska frekwencja w poprzednich wyborach do PE wynika niewątpliwie z niskiej wiedzy społeczeństwa o wpływie tej instytucji, jaką jest PE na kształtowanie zharmonizowanego prawa europejskiego. Ponadto istnieje swoisty „opór materii”, polegający na wystąpieniu pewnego rodzaju przekory i zmniejszaniu się aktywności społecznej w efekcie odczucia braku możliwości wpływania na bieżącą sytuację polityczną w kraju. Bierność ta jest również niestety efektem błędnej polityki medialnej.

Jaki wpływ na wyniki i frekwencję wyborczą w Europie może mieć kryzys gospodarczy, z którym UE wciąż nie potrafi sobie do końca poradzić?

Kryzys gospodarczy, z którym Europa sobie nie radzi powoduje, iż społeczeństwo przestaje wierzyć w rolę wspólnotowych oddziaływań na funkcjonowanie jednolitego rynku europejskiego, zwłaszcza w strefie euro. Skutkuje to wzrostem liczby eurosceptyków oraz odradzaniem się nacjonalizmów europejskich. W efekcie może się okazać, iż liczba eurosceptycznych posłów do PE w nowej kadencji Parlamentu może znacznie wzrosnąć.

Czy sądzi Pan, że w związku z wyborami prezydenckimi na Ukrainie, zapowiedzianymi na 25 maja, kampania do PE w Polsce zostanie zdominowana przez sytuację w tym kraju?

Sądzę, że już w tej chwili kampania do PE została zdominowana (przynajmniej w polskich mediach) przez dyskusję nad sytuacją ukraińską. Nie sądzę, by takie zdeformowanie kampanii w sposób właściwy mogło kształtować wiedzę naszego społeczeństwa o UE i o jej przyszłościowej roli.

Czy Pańskim zdaniem wyborcy potraktują eurowybory jako swoisty plebiscyt – „za” czy „przeciw” rządowi?

Istnieje taka obawa, o czym świadczy chociażby polityka rządzącej partii, tj. PO, odnośnie Ukrainy właśnie. Strasząc społeczeństwo zbliżającym się konfliktem zbrojnym i zagrożeniem ze wschodu, rządzący chcą, by społeczeństwo dało w wyborach sygnał, iż taka zdecydowana polityka wschodnia rządu jest jak najbardziej godna wsparcia. Ale nie sądzę, by ten chwyt propagandowy w sposób właściwy mógł ukształtować pogląd społeczeństwa na temat roli Unii Europejskiej i funkcji PE.

Co sądzi Pan o obecności celebrytów i sportowców na listach wyborczych?

Jest to niewątpliwie kolejny chwyt wyborczy, mający przyciągnąć elektorat, chwyt, który w żadnym wypadku nie doprowadzi do tego, by nasi przedstawiciele stanowili grupę wysoko wykwalifikowanych ekspertów w różnych dziedzinach życia.

Czy wyniki wyborów do PE wzmocnią, czy też osłabią polski głos w UE?

Polski głos w UE będzie wypadkową funkcji działalności merytorycznej wszystkich naszych posłów – ekspertów w poszczególnych dziedzinach. Im więcej ich więc będzie w grupie 51 polskich posłów, tym bardziej nasz głos będzie słyszalny.

Czy w Polsce może powtórzyć się sytuacja z pierwszych wyborów do PE, kiedy sporą część naszej reprezentacji stanowili eurosceptycy?

Może.

Czym pragnie Pan zająć się w Parlamencie Europejskim?

W PE pragnę kontynuować tematykę, którą się zajmowałem dotychczas, tj. tematykę z zakresu przemysłu, badań naukowych i energetyki. Liczę szczególnie na to, że będzie tworzone nowe prawo wynikające z pilnej konieczności reindustrializacji Europy, no i oczywiście naszego kraju. W tym obszarze właściwa harmonizacja tego prawa, podobnie jak europejskiego prawa energetycznego, będzie decydować o dalszym rozwoju naszej konkurencyjności globalnej.

W jaki sposób zamierza Pan przekonać wyborców, że Parlament Europejski ma wpływ na ich codzienne życie?

W tym celu można wskazywać różnego rodzaju trendy występujące w gospodarce, w tym m.in. te związane z cenami energii, z liczbą miejsc pracy, czy też np. z tak istotnymi, choć znacznie mniejszej wagi sprawami, jak harmonizacja roamingu w telefonii komórkowej. Przykładów pozytywnego i negatywnego wpływu jest znacznie więcej.

Rozmawiał: Roman Gutkowski

Portrait of Adam GIEREK MEP.