Skąd bierze się rekordowo niska frekwencja w eurowyborach w Polsce? W pierwszych wyborach do PE nie przekroczyła ona 21%, a w drugich – 25%. Czy tym razem będzie podobnie?

- Niska frekwencja wyborcza jest w głównej mierze spowodowana niską wiedzą o Parlamencie Europejskim i jego kompetencjach. Dodatkowo, niektóre partie polityczne dają sygnał wyborcom, że wyjazd do Brukseli jest swego rodzaju emeryturą np. dla zdymisjonowanego ministra. Należy pamiętać, że około 60% prawa obowiązującego dziś w Polsce jest ustalane w Brukseli, a nie w Warszawie. Parlament Europejski jest jednym z filarów europejskiej procedury legislacyjnej.

Jaki wpływ na wyniki i frekwencję wyborczą w Europie może mieć kryzys gospodarczy, z którym UE wciąż nie potrafi sobie do końca poradzić?

- W państwach, które kryzys dotknął najbardziej, frekwencja wyborcza będzie zapewne niższa. Przewiduje się również, że w następnej kadencji w Parlamencie Europejskim będzie więcej reprezentantów partii skrajnych, zarówno prawicowych, jak i lewicowych.

Czy sądzi Pan, że w związku z wyborami prezydenckimi na Ukrainie, zapowiedzianymi na 25 maja, kampania do PE w Polsce zostanie zdominowana przez sytuację w tym kraju?

- Z pewnością będzie jej ważnym elementem – Polską racją stanu jest wspieranie demokratycznej i integralnej terytorialnie Ukrainy na forum Unii Europejskiej. Cieszę się, że w szeregach Polski Razem Jarosława Gowina jest Paweł Kowal, który kwestiami polityki wschodniej zajmuje się od lat. Niestety, wraz z kryzysem ukraińskim na naszej scenie politycznej pojawiło się bardzo wielu „sezonowych” ekspertów do spraw Ukrainy.

Czy Pańskim zdaniem wyborcy potraktują eurowybory jako swoisty plebiscyt – „za” czy „przeciw” rządowi?

- Istnieje takie ryzyko. Związane jest ono z niskim poziomem świadomości na temat kompetencji Parlamentu Europejskiego. Jeśli wyborca nie zostanie poinformowany, czym tak na prawdę Parlament Europejski się zajmuje, polityka krajowa stanie się dla niego jedynym punktem odniesienia.

Co sądzi Pan o obecności celebrytów i sportowców na listach wyborczych?

- To zależy jaką mają motywację. Jeśli zostali umieszczeni na liście tylko ze względu na rozpoznawalne nazwisko i tak na prawdę nie mają większego pojęcia czym jest Parlament Europejski – będzie to stracony mandat.

Czy wyniki wyborów do PE wzmocnią, czy też osłabią polski głos w UE?

- Bardzo ciężko przewidzieć dziś wynik majowych wyborów. Wierzę, że polski głos w Unii Europejskiej będzie brzmiał co najmniej tak samo mocno, jak w kończącej się właśnie kadencji.

Czy w Polsce może powtórzyć się sytuacja z pierwszych wyborów do PE, kiedy sporą część naszej reprezentacji stanowili eurosceptycy?

- Jestem pewien, że nie ma takiego zagrożenia. Polska nie potrzebuje w Parlamencie Europejskim eurosceptyków – ich działania z definicji osłabiają pozycję naszej ojczyzny na forum UE. Polska nie potrzebuje również bezkrytycznych euroentuzjastów, których łatwo omamić wspólnotowymi hasłami, pod którymi kryją  się partykularne interesy państw członkowskich. To, czego Polska dziś potrzebuje, to reprezentacja eurorealistów – potrafiących krytycznie oceniać działania UE i skutecznie zabiegać o jak najsilniejszą pozycję Polski w Europie.

Czym pragnie Pan zająć się w Parlamencie Europejskim?

- Jestem specjalistą od transportu i mój przekaz jest prosty: potrafię skutecznie walczyć o lepsze drogi, lepszą kolej i uregulowaną Odrę dla Dolnego Śląska i Opolszczyzny.

W jaki sposób zamierza Pan przekonać wyborców, że Parlament Europejski ma wpływ na ich codzienne życie?

- Mam doskonały przykład: jako członek komisji Transportu i Turystyki złożyłem poprawkę do nowego instrumentu finansowego „Łącząc Europę”. Dzięki moim staraniom zagwarantowane zostało wiele miliardów złotych na budowę drogi ekspresowej S3 od Nowej Soli do Hradec Kralove. Zależy mi, aby wyborca stawiając krzyżyk przy nazwisku Artur Zasada wiedział, że wybiera nie tylko człowieka, ale też lepsze drogi, lepszą kolej i żeglowną Odrę na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. Tam gdzie jest nowoczesna infrastruktura, tam pojawiają się nowe inwestycje. Nowe inwestycje generują z kolei miejsca pracy, a nie ma obecnie ważniejszego problemu do rozwiązania niż kwestia bezrobocia.

zasada fot