sonik

Bogusław Sonik. Fot. Roman Gutkowski

Czy po 15 latach od wejścia Polski do Wspólnoty, Unia przestała być przedmiotem pożądania?

Bogusław Sonik, europoseł PO, EPL: W 1989 roku, kiedy po stanie wojennym przyjechałem po kilkuletniej przerwie do Warszawy z delegacją prezydenta Francji, François Mitterranda, naszym marzeniem było jak najszybsze dołączenie do Wspólnoty Europejskiej. Francuzi bardzo długo zwlekali z poparciem dla wejścia do UE krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Mało kto już dzisiaj o tym pamięta, ale wtedy Mitterrand proponował powstanie konfederacji z siedzibą w Pradze, która miała być nasza poczekalnią w drodze do UE.

Później, jako dyrektor Instytutu Polskiego w Paryżu robiłem wszystko, by pokazać Francuzom, jak bardzo zależy nam na wejściu do UE. Był to romantyczny okres, w którym Francuzi chętnie słuchali, jak Polska się zmienia i istniała wiara, że wszystko jest możliwe.

Teraz jesteśmy już w Unii, przyzwyczailiśmy się, że nie ma granic i nie wiążemy tego z naszą obecnością w UE. Sama Unia zaś trochę ugrzęzła w biurokratyczno-administracyjnym karkanie i straciła swój powab. Pokazuje to niska frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Kampania Koalicji Europejskiej miała być oparta na tym, że PiS chce wyprowadzić Polskę z UE. Ostatnie wypowiedzi partii rządzącej wskazują jednak, że widmo Polexitu się oddala…

- Zbyt dużo Polaków popiera naszą obecność w Unii, aby obóz rządzący mógł planować jakiś ruch w kierunku wyjścia z niej. Moim zdaniem rząd robi za to wszystko, żeby się znaleźć na jej marginesie. „Nie chcecie nam dać pieniędzy, to trudno, ale nie wtrącajcie się w nasze sprawy, bo sami chcemy o nich decydować”. Taka postawa skazuje Polskę na drugorzędną rolę. Dlatego też nasze przesłanie powinno wykraczać poza straszenie Polexitem. Musimy pokazać, jaką wartością jest bycie w UE oraz przypomnieć, że potrafimy prowadzić europejską politykę, szukając sojuszników w sprawach, które są dla nas istotne. Przykładem jest pakt mobilności, w którym zagrożeni są polscy transportowcy. W imię narodowego egoizmu bogate państwa UE wprowadzają pewne ograniczenia dla swobody świadczenia usług z obawy przed konkurencyjnością krajów naszej części Europy.

Jednym z tych bogatych krajów UE, o których Pan mówi, jest Francja, której prezydent Emmanuel Macron wezwał właśnie do europejskiego renesansu. Co Pan sądzi o tej propozycji?

- Macron wraca do swojej wcześniejszej propozycji, choć w nieco innej formie. Nie nawołuje już do bowiem stworzenia “silnego jądra”. Chce się przedstawić jako polityk, który myśli o Europie jako całości. Niepokoi mnie trochę jego pomysł, dotyczący powołania kolejnej agencji – tym razem do ochrony demokracji. Przecież mamy już Agencję Praw Podstawowych z siedzibą w Wiedniu, która jest powołana do pełnienia takiej roli. Podobnie jest z propozycją powołania unijnej armii. Warto przypomnieć, że to Francja w latach 50. opowiedziała się przeciwko wspólnej polityce obronnej. Na pewno bliższa współpraca w tej dziedzinie pomiędzy krajami UE jest potrzebna, m. in. w dziedzinie zakupu sprzętu. Natomiast wielokrotne wypowiedzi Macrona, dystansujące się od USA, każą zachować w tej kwestii ostrożność. Nie wyobrażam sobie, żeby mogła istnieć unijna armia niechętnie nastawiona do obecnego Paktu Północnoatlantyckiego i do Ameryki.

Czy w nowym Parlamencie Europejskim, wzorem polskiej Koalicji Europejskiej, zawiązany zostanie sojusz chadeków, socjalistów i liberałów?

- Prawdopodobnie tak. Zresztą sojusz z socjalistami Europejska Partia Ludowa (EPL) zawiera już od dawna. Dzieje się tak np. przy wyborze przewodniczącego PE – pół kadencji przypada chadekowi, a pół – socjaliście. Teraz do tego sojuszu pragną dołączyć liberałowie, aby zwiększyć siłę proeuropejskich ugrupowań. Z drugiej strony, nie należy stygmatyzować wszystkich, którzy mówią krytycznie o Unii Europejskiej. Brytyjczycy, choć częściowo zmanipulowani, z jakichś powodów wychodzą właśnie z UE. Warto jednak przy tym pamiętać, że Unia ma też zalety, o czym można się łatwo przekonać choćby w krajach naszego wschodniego sąsiedztwa.

Czy będzie Pan kandydował w majowych eurowyborach?

- Tak, zamierzam kandydować z okręgu świętokrzysko-małopolskiego. W Parlamencie Europejskim byłem przez pierwsze dwie pełne kadencje, a w grudniu ub. roku do niego powróciłem, zastępując nowo wybranego prezydenta Kielc, Bogdana Wentę.

Rozmawiał: Roman Gutkowski