Komisja Europejska oficjalnie odpowiedziała w środę na zarzuty wobec rewizji dyrektywy o delegowaniu pracowników przesłane w ramach tzw. żółtej kratki, czyli mechanizmu kontroli subsydiarności. 

Procedura żółtej kartki zobowiązała Komisję Europejską do ponownego przeanalizowania swojej propozycji, dając jej do wyboru odstąpienia od rewizji, zmianę zaproponowanych zapisów lub kontynuację prac bez żadnych zmian. KE wybrała to ostatnie.

Argumentami za odrzuceniem bądź zmianą projektu KE ws. delegowania pracowników były – oprócz głównego zarzutu niezgodności z zasadą pomocniczości – brak konsultacji społecznych oraz rzetelnych danych potwierdzających słuszność i potrzebę proponowanych zmian w delegowaniu, jak i niebranie pod uwagę dyrektywy wdrożeniowej. Szeroko podważano też argument, iż konkurencja ze strony państw Europy wschodniej, oparta na niższych kosztach pracy, jest „nie fair”. Komisja Europejska nie zgodziła się z żadnym z tych argumentów.

- Szkoda, że Komisja Europejska nie przyjrzała się uważniej zastrzeżeniom zgłoszonym w ramach żółtej kartki. Czy dzisiejsza decyzja KE oznacza, że zaczynamy dzielić Europę na wschód i zachód? Czy Komisja Europejska wzięła w ogóle pod uwagę, że dzisiejsza decyzja wpływa również na zachodnie państwa członkowskie delegujące pracowników? -

komentuje decyzję Komisji europoseł Grupy EPL Danuta Jazłowiecka, sprawozdawczyni poprzedniej dyrektywy wdrożeniowej dot. delegowania pracowników.
Projekt rewizji dyrektywy o delegowaniu pracowników budzi szereg kontrowersji nie tylko wśród państw członkowskich na wschodzie Europy. Przedstawiciele przedsiębiorców z Niemiec, Danii czy Francji równie sceptycznie oceniają skutki proponowanej nowelizacji. Ich opinia nie była jednak wzięta pod uwagę, gdyż Komisja Europejska nie przeprowadziła odpowiednich konsultacji społecznych.

——————–

Procedura żółtej kartki to dodatkowa możliwość kontroli działań Komisji Europejskiej. Polega ona na przesłaniu tzw. uzasadnionej opinii w sprawie niezgodności nowego projektu prawa z zasadą pomocniczości. W kilku słowach: to sygnał STOP płynący bezpośrednio od posłów i senatorów państw członkowskich. Każdemu parlamentowi przysługują dwa głosy (w przypadku parlamentów dwuizbowych każda izba ma jeden głos). Mechanizm żółtej kartki wymaga aż 19 głosów, co de facto oznacza, iż potrzebna jest mobilizacja około 11 Państw Członkowskich.

Do dzisiaj z procedury żółtej kartki skorzystano trzykrotnie. W 2012 r. procedurę żółtej kartki uruchomiono w związku z wnioskiem Komisji w sprawie wykonywania prawa do podejmowania działań zbiorowych w kontekście swobody przedsiębiorczości i swobody świadczenia usług (tzw. rozporządzenie Monti II).

Po dokładnej ocenie otrzymanych uzasadnionych opinii Komisja doszła do wniosku, że zasada pomocniczości nie została naruszona. Uwzględniając jednak wyrażone opinie Komisja postanowiła wycofać wniosek.

W 2013 r. procedurę żółtej kartki uruchomiono w odniesieniu do wniosku Komisji w sprawie ustanowienia Prokuratury Europejskiej (wniosek dotyczący EPPO) – COM(2013) 534 final. Ponieważ przedłożony wniosek ustawodawczy dotyczył przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości, do osiągnięcia progu procedury żółtej kartki wymaganych było łącznie 14 głosów. Ostatecznie Komisja stwierdziła jednak, że jej wniosek jest zgodny z zasadą pomocniczości i zdecydowała o podtrzymaniu wniosku.

10 maja 2016 r. parlamenty jedenastu Państw członkowskich wystawiły Komisji żółtą kartkę w stosunku do projektu rewizji dyrektywy o delegowaniu pracowników 96/71/WE. Zastrzeżenia zgłosiły parlamenty Polski, Bułgarii, Czech, Słowacji, Danii, Estonii, Chorwacji, Węgier, Łotwy, Litwy i Rumunii. Dzisiejszą decyzją KE postanowiła kontynuować prace nad rewizją, nie zmieniając zaproponowanego projektu.