﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Eurowybory &#124; Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</title>
	<atom:link href="http://eurowybory.com.pl/tag/maciej-zakrocki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://eurowybory.com.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 21 Jan 2025 12:53:17 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.5.2</generator>
		<item>
		<title>Polexit czy Europa à la carte?</title>
		<link>http://eurowybory.com.pl/polexit-czy-europa-a-la-carte/</link>
		<comments>http://eurowybory.com.pl/polexit-czy-europa-a-la-carte/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Oct 2021 14:13:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>r.gutkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Kulisy]]></category>
		<category><![CDATA[Z Brukseli]]></category>
		<category><![CDATA[Europa a la carte]]></category>
		<category><![CDATA[KPO]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Zakrocki]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze za praworządność]]></category>
		<category><![CDATA[polexit]]></category>
		<category><![CDATA[Trybunał Konstytucyjny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://eurowybory.com.pl/?p=3312</guid>
		<description><![CDATA[<p>„Trybunał Konstytucyjny, po rozpoznaniu wniosku Prezesa Rady Ministrów, uznał, że próba ingerencji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w polski wymiar sprawiedliwości narusza zasadę praworządności, zasadę nadrzędności Konstytucji oraz zasadę zachowania suwerenności w procesie integracji europejskiej". To kluczowe zdania z wyroku ogłoszonego 7 października w gmachu Trybunału Konstytucyjnego. Dla jednych to dowód na oczywisty Polexit. Mniej radykalni mówią, że PiS wraca do koncepcji Europy à la carte.</p><p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/polexit-czy-europa-a-la-carte/">Polexit czy Europa à la carte?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><b><i><a href="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-3075" alt="Maciek" src="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a></i></b></p>
<p><b><i>„Trybunał Konstytucyjny, po rozpoznaniu wniosku Prezesa Rady Ministrów, uznał, że próba ingerencji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w polski wymiar sprawiedliwości narusza zasadę praworządności, zasadę nadrzędności Konstytucji oraz zasadę zachowania suwerenności w procesie integracji europejskiej</i></b><b>&#8220;</b><b>. To kluczowe zdania z wyroku ogłoszonego 7 października w gmachu Trybunału Konstytucyjnego. Dla jednych to dowód na oczywisty Polexit. Mniej radykalni mówią, że PiS wraca do koncepcji Europy à la carte.</b></p>
<p>Reakcja Komisji Europejskiej była do przewidzenia. W szybko opublikowanym stanowisku przypomniano, że &#8220;prawo UE ma pierwszeństwo przed prawem krajowym&#8221;, a wszystkie decyzje Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości są &#8220;wiążące dla wszystkich organów władzy państw członkowskich, w tym sądów krajowych&#8221;. No i oczywiście &#8220;Komisja nie zawaha się skorzystać z uprawnień przysługujących jej na mocy traktatów w celu ochrony jednolitego stosowania i integralności prawa Unii&#8221;.</p>
<p>To nic nowego, bowiem te oczywistości powtarzają przy każdej debacie o sytuacji w Polsce i <b>Ursula von der Leyen </b>i<b> Věra Jourová </b>czy<b> Didier Reynders</b>.   A jednak premier <b>Mateusz Morawiecki</b> jeszcze w dniu ogłoszenia tego wyroku napisał na FB: &#8220;Wyrok Trybunału Konstytucyjnego potwierdził to, co literalnie wynika z treści Konstytucji RP. To mianowicie, że prawo konstytucyjne ma wyższość nad innymi źródłami prawa”. Tak oczywiście można się przerzucać, tylko niewiele praktycznego z tego wyniknie.</p>
<p>Prawnicy od prawa europejskiego mogą przytaczać dziesiątki argumentów, że polski rząd i jego Trybunał się myli. Np. prof. <b>Jerzy Kranz</b> z Akademii Leona Koźmińskiego w opublikowanym niedawno artykule <i>Krajobraz przed bitwą czyli o pierwszeństwie stosowania prawa Unii Europejskiej </i>wśród wielu innych przykładów sięgnął także po Deklarację państw członkowskich UE nr 17 do Traktatu z Lizbony, w której jest wyraźnie napisane:  „Konferencja przypomina, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Traktaty i prawo przyjęte przez Unię na podstawie Traktatów mają pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich na warunkach ustanowionych przez wspomniane orzecznictwo”.  I &#8211; jak podkreślił prof. Kranz &#8211; „powyższa deklaracja nie została zanegowana przez żadne państwo członkowskie, poddające Traktat z Lizbony krajowym procedurom akceptacyjnym”. Czyli także przez Polskę.</p>
<p>Nawet jeśli przyjmiemy, że prawnicy zawsze znajdą jakiś przepis, artykuł czy paragraf, który można wykorzystać do potwierdzenia wybranej tezy, to w tym przypadku przecież wystarczy sięgnąć po… zdrowy rozsądek. Jeśli państwa Unii Europejskiej funkcjonują na WSPÓLNYM rynku, jeśli ta organizacja jest wspólnotą prawną, to nie może być tak, że jakieś państwo respektuje jedynie to, co mu się podoba. Tak nie ma Wspólnoty!</p>
<p>Nawet <b>Ralf Dahrendorf</b>, twórca koncepcji Europy à la carte, o której dzisiaj niektórzy mówią w kontekście wyroku TK, nie mówił o odrzuceniu wspólnotowego dorobku prawnego. W swojej koncepcji ogłoszonej na Uniwersytecie we Florencji w 1979 roku ten niemiecko-angielski politolog zakładał, że państwa członkowskie niczym z restauracyjnego menu mogą wybierać, w które obszary działalności Unii chciałyby się zaangażować, czy będzie to polityka pieniężna, polityka socjalna czy polityka bezpieczeństwa i obrony. Jednak &#8211; jak podkreśliła opisująca koncepcję Dahrendorfa <b>Małgorzata Smutek</b> z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego &#8211; „idea Europy à la carte w wizji Dahrendorfa nie podważała działania w ramach jednolitych ram instytucjonalnych i nie dążyła do odrzucenia wspólnotowego dorobku prawnego, przyjmowała jednak mniej ambitną, międzyrządową koncepcję integracji europejskiej”.</p>
<p>Można chyba przyjąć, że obóz rządzący &#8211; mimo zaklinania, że to nieprawda &#8211; prowadzi przynajmniej do przyzwyczajania nas do myśli o wyjściu z Unii Europejskiej. Z jakiegoś powodu, bliski przecież prezesowi <b>Jarosławowi Kaczyńskiemu</b> wicemarszałek <b>Ryszard Terlecki</b> mówił niedawno, że „<i>powinniśmy myśleć nad tym, w jaki sposób możemy jak najbardziej współpracować, żebyśmy wszyscy byli w Unii. Ale żeby ta Unia była taka, jaka jest dla nas do przyjęcia</i>”.  A nawiązując do decyzji KE karach finansowych za kontynuację pracy kopalni w Turowie stwierdził, że &#8220;<i>jeżeli pójdzie tak, jak się zanosi, to musimy szukać drastycznych rozwiązań</i>&#8220;. I bez ogródek już dodał: „<i>Brytyjczycy pokazali, że dyktatura brukselskiej demokracji im nie odpowiada. Odwrócili się i wyszli. My nie chcemy wychodzić, u nas poparcie dla uczestnictwa w UE jest bardzo silne. No, ale nie możemy dać się zapędzić w coś, co ograniczy naszą wolność i nasz rozwój</i>”.</p>
<p>Jego kolega partyjny i klubowy w sejmie <b>Marek Suski</b> najpierw na wiecu w Radomiu, a potem podczas obrad komisji sejmowej przedstawił taką oto tezę: „<i>Polska walczyła w czasie II wojny światowej z jednym okupantem, walczyła z okupantem sowieckim, będziemy walczyć z okupantem brukselskim. Bruksela przysyła nam namiestników, którzy mają doprowadzić Polskę do porządku, rzucić nas na kolana, żebyśmy byli może landem niemieckim, a nie dumnym państwem wolnych Polaków”.</i> Po co to się mówi? Ktoś powie, że to takie polityczne harce, nie ma co się tym przyjmować. Nie podzielam tego lekceważenia, ale nawet gdyby przyjąć założenie, że to takie tylko gadanie, to pojawiły się także inne wypowiedzi, których celem jest swego rodzaju „przyzwyczajaniem nas” do nieobecności w UE.</p>
<p>Dwa dni przed posiedzeniem w gmachu TK prezes NBP prof. <b>Adam Glapiński</b>, polityk z grona tzw. „zakonu PC”, a więc założycieli partii Porozumienie Centrum, które było poprzednikiem PiS-u na Konferencji 590 powiedział: „<i>My bez środków unijnych, którymi teraz się nas szantażuje, jesteśmy w stanie doskonale zapewnić sobie ten dynamiczny rozwój. Tym bardziej, że duża część tych środków to pożyczka, my sami możemy pożyczki brać, jakie chcemy. Każdy nam da”. </i> Dlaczego dzień później –premier Mateusz Morawiecki zwrócił uwagę, że w nowym wariancie krajowego programu budowy dróg i autostrad, wartego 300 mld zł, 80 proc. środków pochodzi z budżetu państwa. &#8220;<strong><i>Nasz wzrost</i></strong><i> jest coraz mocniej oparty o wewnętrzne czynniki i stabilny system finansów publicznych, ale jednocześnie oczywiście bardzo dobrze jest nam rozwijać w ramach układu globalnego i europejskiego</i>&#8220;. Czyli dobrze, że są pieniądze unijne, ale nie przesadzajmy!</p>
<p>Czemu tyle razy odwlekano posiedzenie w gmachu TK w sprawie wniosku pana premiera? Czemu nie został wycofany, o co apelował komisarz Didier Reynders? Czemu &#8211; doskonale wiedząc, że to blokuje wydanie opinii prze Komisję Europejską dla polskiego KPO &#8211; zdecydowano się na ten krok? Nie trzeba być zwolennikiem spiskowej teorii, by nie stawiać tych pytań. Reakcja demokratycznego świata też była dla rządu do przewidzenia. A ta jest jednoznaczna.</p>
<p><b>Lucas Guttenberg</b>, zastępca dyrektora think tanku Delors Center w Berlinie zamieścił taki tweet: „<i>Nie rozumiem, w jaki sposób Komisja i kwalifikowana większość państw członkowskich może zapalić zielone światło dla polskiego planu pozyskania pieniędzy z instrumentu naprawczego, dopóki obowiązuje to orzeczenie”. </i><b>Monika Hohlmeier</b>, posłanka do Parlamentu Europejskiego z niemieckiej chadecji: &#8220;<i>Tym orzeczeniem Polska niestety żegna się z naszym europejskim porządkiem prawnym. Jeśli europejskie akty prawne nie będą już akceptowane, wątpliwe jest, czy Polska będzie mogła nadal korzystać z ogromnych funduszy unijnych, które obecnie otrzymuje”. </i><strong>Juan Fernando López Aguilar, </strong>hiszpański socjalista, przewodniczący parlamentarnej Komisji Wolności Obywatelskich oraz sprawozdawca w sprawie Polski oświadczył: “<i>Ta decyzja Trybunału Konstytucyjnego, który jest podporządkowany rządowi PiS, przekracza ostateczną granicę członkostwa w UE i narusza podstawowe zasady prawa UE. Żądamy, aby Komisja wdrożyła mechanizm warunkowości budżetowej związanej z przestrzeganiem zasad państwa prawa ze skutkiem natychmiastowym i wszczęła postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przed TSUE przeciwko Polsce za złamanie traktatu i podważenie nadrzędności prawa UE</i>.” Co rząd zrobi z takimi opiniami?</p>
<p>Jeśli Komisja Europejska wstrzyma na nieokreślony czas wydanie opinii do naszego Krajowego Planu Odbudowy, jeśli uruchomi mechanizm pieniądze za praworządność, to przecież ruszy pełną parą kampania wrogości wobec „brukselskich biurokratów”, czy jak woli Marek Suski „brukselskiego okupanta”. Przecież te pieniądze się Polsce należą!</p>
<p>Wystarczyło wsłuchać się w wypowiedzi posłów z obozu władzy podczas debaty w Parlamencie Europejskim właśnie na temat polskiego i węgierskiego KPO, w tym oczywiście o przyczynach braku opinii Komisji Europejskiej. Uczestniczący w niej komisarz ds. gospodarki <b>Paolo Gentiloni</b> od posła <b>Patryka Jakiego</b> usłyszał: „<i>Pan mówi, że Polska otrzyma środki tylko wtedy, gdy Trybunał Konstytucyjny będzie orzekał w sprawie prymatu prawa tak, jak Pan sobie życzy. Innymi słowy, od lat oskarżacie Polskę o rzekomy brak niezależności wymiaru sprawiedliwości, a teraz co robicie? Przykładacie pistolet do głów sędziów i mówicie, że mogą orzekać tylko tak, jak wy chcecie. To nowy europejski standard niezależności”. </i></p>
<p>Łagodniej mówił <b>Zbigniew Kuźmiuk</b>, ale i on na koniec użył słów ważnych dla elektoratu: <i>Komisja przygotowała obszerne rozporządzenie na ponad 30 stron, w którym precyzyjnie opisuje obowiązki kraju członkowskiego i samej Komisji. My wypełniliśmy wszystkie obowiązki wynikające z tego rozporządzenia, od kreski do kreski, wszystko. Wypełniliśmy to do połowy lipca. Komisja do tej pory nie mówi, jakiego rodzaju wątpliwości ma do polskiego planu. Padają tutaj z ust pana komisarza jakieś ogólniki. Panie Komisarzu, Komisja nie może się tak zachowywać. Polska jako suwerenny, 40-milionowy kraj, nie może się poddać takiemu szantażowi</i>.  W podobne tony uderzyli <b>Jadwiga Wiśniewska, Joachim Brudziński, </b>czy była premier<b> Beata Szydło</b>.</p>
<p>Zaprzyjaźnione czy podporządkowane władzy media będą pompowały obronę suwerenności, wrogość mitycznej Unii, łamanie traktatów, poszerzanie kompetencji przez Komisję Europejską, kompletnie pomijając fakt, że wszystko co się dzieje jest skutkiem kilkuletnich działań rządu w Polsce, ale też na unijnym forum! Mówienie, że Komisja działa sprzecznie z prawem jest oczywistą nieprawdą. Sprytnie podsuwa się zapisy traktatowe, siłą rzeczy ogólne, by wykazywać, że „nigdzie w traktatach nie jest napisane…. itd. Tyle, że Unia Europejska działa w myśl zasad traktatowych, ale też całego dorobku prawnego Wspólnoty! W tym dorobku są też przyjęte zgodnie z prawem rozporządzenia. I to w rozporządzeniu o Funduszu Odbudowy i Odporności są kryteria, na podstawie których Komisja wydaje opinię. Jednym z nich jest gwarancja niezawisłości sądów, gdyby doszło do jakichś sporów związanych z wydawanie pieniędzy z Funduszu. Polski rząd to rozporządzenie zaakceptował!!!</p>
<p>Podobnie jest z rozporządzeniem w skrócie określanym: „pieniądze za praworządność”. Na nie co prawda polski i węgierski rząd się nie zgodził, ale zostało ono przyjęte zgodnie z prawem, czyli przez Parlament Europejski i wymaganą większość w Radzie Unii Europejskiej. Można powiedzieć, że rzeczywiście Komisja nieco łamie to prawo, bo postanowiła w geście dobrej woli nie uruchamiać mechanizmu, zanim TSUE wyda wyrok, czy jest on zgodny z prawem UE. Ma to zrobić z powodu zaskarżenia rozporządzenia przez rząd Polski i Węgier. Ale formalnie mechanizm jest, działa od 1 stycznia tego roku. Jeśli dojdzie w końcu do jego uruchomienia, czego coraz mocniej domaga się Parlament Europejki, to nie będzie to skutek intrygi brukselskich biurokratów tylko konieczność wykonania prawa będącego w dorobku prawnym Wspólnoty.</p>
<p>Kto by tam jednak zawracał sobie głowę tymi niuansami! Atakują nas, obrażają, szykanują, bo ta cała lewacka Europa nie lubi prawicowego, konserwatywnego, polskiego rządu, który troszczy się o tradycje narodowe, mając mandat od suwerena. To będzie przekaz na każdy dzień rozsyłany smsami, a potem się zdziwimy, jak &#8211; nawiązując do cytowanych słów marszałka Terleckiego &#8211; władza poszuka<i> „drastycznych rozwiązań”.</i> Obym się mylił.</p>
<p><b>Maciej Zakrocki</b></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/polexit-czy-europa-a-la-carte/">Polexit czy Europa à la carte?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://eurowybory.com.pl/polexit-czy-europa-a-la-carte/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Budapeszt i Warszawa na celowniku</title>
		<link>http://eurowybory.com.pl/budapeszt-i-warszawa-na-celowniku/</link>
		<comments>http://eurowybory.com.pl/budapeszt-i-warszawa-na-celowniku/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Jul 2021 17:13:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>r.gutkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Kulisy]]></category>
		<category><![CDATA[Z Brukseli]]></category>
		<category><![CDATA[Bruksela]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[LGBT]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Zakrocki]]></category>
		<category><![CDATA[Morawiecki]]></category>
		<category><![CDATA[Orban]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze za praworządność]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Strasburg]]></category>
		<category><![CDATA[Węgry]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://eurowybory.com.pl/?p=3300</guid>
		<description><![CDATA[<p>Nie ma dnia, by nie toczył się spór o jakiś kolejny pomysł, który wpadł do głów rządzącym w Polsce i na Węgrzech. W tym sporze ciągle powtarza się schemat: zdecydowana większość europejskich polityków, szefów rządów, komisarzy, posłów do Parlamentu Europejskiego wyraża sprzeciw wobec działań rządów w Warszawie i Budapeszcie, a przedstawiciele tych rządów wyrażają oburzenie, że znowu są atakowani przez liberalno-lewacką Europę, wbrew prawu, unijnym traktatom i kompetencjom, przyznanym instytucjom unijnym przez państwa członkowskie. I tak to trwa od lat. Pytanie, jaki może być finał tego sporu?</p><p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/budapeszt-i-warszawa-na-celowniku/">Budapeszt i Warszawa na celowniku</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-3075" alt="Maciek" src="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a></p>
<p><b>Nie ma dnia, by nie toczył się spór o jakiś kolejny pomysł, który wpadł do głów rządzącym w Polsce i na Węgrzech. W tym sporze ciągle powtarza się schemat: zdecydowana większość europejskich polityków, szefów rządów, komisarzy, posłów do Parlamentu Europejskiego wyraża sprzeciw wobec działań rządów w Warszawie i Budapeszcie, a przedstawiciele tych rządów wyrażają oburzenie, że znowu są atakowani przez liberalno-lewacką Europę, wbrew prawu, unijnym traktatom i kompetencjom, przyznanym instytucjom unijnym przez państwa członkowskie. I tak to trwa od lat. Pytanie, jaki może być finał tego sporu?</b></p>
<p>22 czerwca w Luksemburgu &#8211; po raz pierwszy od grudnia 2018 roku, jeśli chodzi o Polskę i pierwszy od grudnia 2019 roku w przypadku Węgier &#8211; odbyło się „wysłuchanie” w Radzie ds. Ogólnych w związku z procedurą ze słynnego artykułu 7 TUE. Ministrowie, a także <b>Vera Jourová</b>, komisarz ds. praworządności, rozmawiali o tym, co się wydarzyło w tych państwach od czasu ostatnich „wysłuchań”. Zdaniem pani komisarz: „<i>Od tego czasu wiele się wydarzyło, niestety większość z tych wydarzeń dowodzi, że słusznie zgłaszamy nasze obawy” -</i> mówiła po spotkaniu dziennikarzom. Jeśli chodzi o Polskę to: <i>„W szczególności przedstawiłam obawy dotyczące legitymacji i niezależności Trybunału Konstytucyjnego, co jest jedną z głównych spraw w ostatniej propozycji Komisji i co zostało odnotowane także w 2020 roku w naszym raporcie o rządach prawa. Obawy wobec Trybunału nie zostały rozwiane</i>”.</p>
<p>Ministrowie rozmawiali też o wniosku premiera <b>Mateusza Morawieckiego</b> do Trybunału Konstytucyjnego, by ten zbadał, czy to polskie prawo nie jest czasem nad unijnym, o liście komisarza <b>Reyndersa</b>, by pan premier ten wniosek wycofał, o Izbie dyscyplinarnej, która zdaniem Komisji nie jest niezależnym sądem i o tym, że 15 lipca w tej sprawie wypowie się TSUE. Zdaniem ministra <b>Konrada Szymańskiego</b>, który prezentował tam stanowisko polskiego rządu debata – cytuję: „<i>n<strong>ie miała żadnej istotnej wartości dodanej</strong></i><strong>”.</strong><b>   </b></p>
<p>Więcej emocji wzbudziły Węgry, a to dlatego, że tuż przed spotkaniem w Europę poszedł komunikat o przyjętym przez węgierski parlament nowym prawie dotyczącym edukacji dzieci w takich tematach jak homoseksualizm, możliwość zmiany płci, prawa osób LGBT, etc. Dominował pogląd, że cześć zapisów tej ustawy jest nie do zaakceptowania przez cywilizowany świat, bo sklejono w niej tyle wątków, z których mogło wynikać, że np. homoseksualizm wiąże się z pedofilią. Obecny na Radzie węgierski minister <b>Peter Szijjartó</b> przekonywał, że to nieprawda, że „Trwa globalna kampania zbudowana na fake newsach dotyczących ustawy o ochronie dzieci” &#8211; tymczasem „99% krytykujących nie przeczytało całej ustawy”. Ale nie przekonał zebranych, bo sam przyznał, że nowe prawo zabrania udostępniania jakichkolwiek treści przedstawiających homoseksualizm lub zmianę płci dzieciom poniżej 18 roku życia w szkolnych programach edukacji seksualnej, filmach i reklamach, a to też z punktu widzenia ochrony praw mniejszości w myśl unijnych zasad jest nie do pomyślenia.</p>
<p>Wszystko to było jednak dopiero przygrywką do znacznie ostrzejszej batalii. Dwa dni później miało miejsce spotkanie Rady Europejskiej w Brukseli, oczywiście z udziałem węgierskiego premiera <b>Viktora Orbana</b>. Jeszcze przed posiedzeniem premier Holandii, <b>Mark Rutte</b> wypowiedział zdania, jakich do tej pory jeszcze nie słyszano: „„<i>W tej kwestii (czyli ustawy) mam zamiar rzucić Węgry na kolana. Muszą zdać sobie sprawę, że są członkiem Unii Europejskiej, a więc członkiem wspólnoty wspólnych wartości, którą my jesteśmy, a to znaczy, że na Węgrzech, w Budapeszcie, w tym dumnym, pięknym kraju, nikt nie może być dyskryminowany i musi czuć się wolny bez względu na seksualność, kolor skóry, płeć, cokolwiek. To wynika z artykułu 2 traktatu założycielskiego Unii Europejskiej, który nie podlega negocjacjom &#8211; albo mogą się wynieść</i>”.</p>
<p>Powiedział to, co wielu mówiło po cichu od dawna: Jest artykuł 50, można się z UE wypisać, jak się komuś nie podoba. Problem w tym, że się podoba, szczególnie pieniądze, które w przypadku Węgier nie tylko modernizują kraj i gospodarkę, ale też wspierają znajomych i rodzinę premiera! Szkoda z tego rezygnować, a poza tym Węgrzy jak i Polacy we wszystkich badaniach należą do największych euroentuzjastów i ani rząd w Warszawie ani w Budapeszcie nie sięgnie po artykuł 50, bo tego ludzie nie darują. Przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości, a przecież Orban ma w przyszłym roku wybory, a u nas może i wcześniej, jak tak dalej będzie szło Zjednoczonej Prawicy.</p>
<p><b>Mark Rutte</b> mówił ostro, ale inni, często w przeszłości broniący Orbana także wskazywali, że tym razem poszedł za daleko.  <b>Angela Merkel</b>: „<i>Szesnastu szefów państw, w tym ja, jasno dało do zrozumienia, że tolerancja i szacunek są kamieniami węgielnymi Unii Europejskiej i częścią naszej fundamentalnej karty praw”.</i> A przewodnicząca KE, <b>Ursula von der Leyen</b> obiecała: „<i>Będziemy chronić wszystkich obywateli, gdziekolwiek mieszkają w naszej Unii i kogokolwiek kochają</i>”. Węgierski premier próbował stosować ten sam chwyt, co jego minister spraw zagranicznych i upierał się, że w ustawie nie ma nic takiego, co się sugeruje. Wtedy pani von der Leyen przeczytała po angielsku fragment z przyjętej ustawy, po czym &#8211; jak to później relacjonowano &#8211; zapadła cisza.</p>
<p>Premier Luksemburga, <b>Xavier Bettel</b>, który żyje w związku małżeńskim z mężczyzną mówił: „<i>Nie stałem się gejem. Ja nim po prostu jestem, to nie jest wybór. Widzisz, ile młodych osób LGBTIQ popełnia samobójstwo. To jest bardzo złe. To [prawo] jest stygmatyzujące</i>”. W emocjonalnej mowie mówił, że nigdy nie zapomni słów swojej matki, która na wieść, że jest gejem powiedziała, że oto straciła syna. I dodał: „<i>Szanuję cię, ale to jest czerwona linia. Chodzi o podstawowe prawa, chodzi o prawo do bycia innym</i>”. Niestety niewiele to dało. Węgra bronił <b>Janez Jansa</b>, premier Słowenii i podobno „trochę” <b>Mateusz Morawiecki</b>, a cała sprawa rozgrzała emocje na nowo, gdy 2 lipca w kilku stolicach europejskich podpisana została deklaracja partii prawicowych w odpowiedzi na trwającą Konferencję o Przyszłości Europy. Wśród sygnatariuszy jest PiS, FIDESZ, VOX, Bracia Włosi, Zjednoczenie Narodowe, Liga.</p>
<p>Informując o tym fakcie prezes <b>Jarosław Kaczyński</b> mówił o głębokim kryzysie, jaki trawi Europę. Jego zdaniem: „<i>Doprowadzono do zjawisk, które nie mają nic wspólnego z założeniami Unii Europejskiej</i><i> do superpaństwa, do centralizacji, do przeprowadzenia rewolucji kulturalnej, która ma zniszczyć struktury społeczne, w tym rodzinę</i>”. Mówił o inżynierii społecznej, typowej dla znanych z przeszłości rewolucji, które ograniczały wolność. I teraz w obronie przed czymś podobnym wyjaśniał: „<i>My tej rewolucji nie chcemy. Nie chcemy ograniczenia wolności. Nasz wspólny dokument zawiera akceptację dla Unii Europejskiej, ale przestrzega przed pewnymi zjawiskami i stawia na suwerenność narodów. </i>Komentując to wydarzenie powracający do polskiej polityki <b>Donald Tusk</b> mówił, że &#8220;<i>prezes PiS Jarosław Kaczyński podjął decyzję o zapisaniu PiS &#8211; a to oznacza w jakimś sensie o zapisaniu Polski &#8211; do obozu partii politycznych, które nie ukrywają swojej niechęci do zjednoczonej Europy, które nie ukrywają swoich takich nacjonalistycznych, przeciw wspólnotowych skłonności i tendencji</i>&#8220;. Nie wiadomo, czy po tej deklaracji zrealizowany będzie pomysł zjednoczenia sił i zbudowania w Parlamencie Europejskim jednej grupy politycznej, która dzisiaj mogłaby stać się nawet trzecią siłą. Problem w tym, że tego typu pomysły zaraz po wyborach do PE w 2019 roku spaliły na panewce. Okazało się, że sama prawicowość nie wystarcza, by być w jednej grupie, liczą się jeszcze polityczne interesy, ambicje liderów, stosunek do Rosji Putina i do pieniędzy z rosyjskich banków. Czas pokaże.</p>
<p><b>Viktor Orban</b> dodatkowo opublikował w formie płatnej reklamy swój tekst o Europie w kilku czasopismach. Powtórzył tezy, które głosi od dawna, że Bruksela buduje „superpaństwo”, potępił to, co nazywa „cesarstwem europejskim”, wezwał do wzmocnienia parlamentów narodowych i sprzeciwił się ściślejszej integracji europejskiej. „<i>Parlament Europejski okazał się ślepą uliczką: reprezentuje jedynie własne interesy ideologiczne i instytucjonalne. Należy wzmocnić rolę parlamentów narodowyc</i>h” &#8211; można było przeczytać w ogłoszeniu. Dla porządku trzeba zauważyć, że kilka tytułów odmówiło publikacji oświadczenia premiera mimo opłaty tłumacząc, że nie chcą dać miejsca politykowi, którego oskarżają o naruszanie praw człowieka i wolności mediów. <b>Herman Grech</b>, redaktor naczelny „The Times of Malta”, który nie opublikował ogłoszenia, napisał, że rząd Orbana faktycznie „wypowiedział wojnę wolnej prasie Węgier&#8221;, więc w imię solidarności z kolegami na Węgrzech nie będzie upowszechniał Orbanowej propagandy.</p>
<p>Podczas ostatniej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego znowu na celowniku pojawiły się rządy w Budapeszcie i Warszawie. W czwartek, 8 lipca wieczorem, Parlament Europejski przyjął rezolucję, potępiającą homofobiczną węgierską ustawę 459 głosami za przy 147 głosach przeciwnych i 58 wstrzymujących się. Jednak, na zasadzie, że jak o Węgrzech, to musi być i o Polsce, pojawił się punkt, który brzmi: „<i>mając na uwadze, że w 2018 r. prezydent Polski Andrzej Duda oświadczył, że rozważy inicjatywę tak zwanej ustawy o „propagandzie gejowskiej”, podobnej do przyjętej w Rosji, która zakazuje mediów, literatury i zgromadzeń LGBTIQ, takich jak Pride; mając na uwadze, że w czerwcu 2021 r. wiceminister sprawiedliwości Michał Woś ogłosił, że Polska pracuje obecnie nad ustawą mającą na celu zakaz „propagandy LGBT</i>”… To się źle czyta, ale tak są konstruowane rezolucje, że najpierw jest dużo „mając na uwadze”, a potem „Parlament stwierdza, wzywa, apeluje”, itd.</p>
<p>Dyskusję poprzedziło wystąpienie pani von der Leyen, która powtórzyła, że węgierska ustawa „jest haniebna” i dla takich treści miejsca w UE nie ma. Ze strony zdecydowanej większości posłów padały głosy, że węgierskie prawo antygejowskie „nie jest odosobnionym przykładem, ale raczej stanowi kolejny celowy i zamierzony przykład stopniowego demontażu praw podstawowych na Węgrzech” i że „zorganizowana, sponsorowana przez państwo fobia LGBTIQ i kampanie dezinformacyjne stały się narzędziami cenzury politycznej przez rząd węgierski”. <b>Dacian Cioloş</b>, szef liberałów z grupy Odnowić Europę apelował o zatrzymanie procesu oceny węgierskiego planu odbudowy, bo przecież wiadomo, że pieniądze będą trafiały do kolegów Orbana i jego rodziny. I rzeczywiście, w czwartek pojawiła się informacja, że Komisja nie poprze wniosku Węgier o 7,2 mld euro dotacji w ramach unijnego funduszu naprawczego przed upływem terminu w dniu 12 lipca,<b> </b>ponieważ węgierski plan nie spełnia dwóch kryteriów oceny związanych ze środkami antykorupcyjnymi.</p>
<p>Dodatkowo Parlament przyjął rezolucję 529 głosami do 150, przy 14 wstrzymujących się, w której posłowie wyrazili ubolewanie, że Komisja postanowiła zastosować się do niewiążących konkluzji RE z grudnia 2020 r. i zamierza opóźnić stosowanie rozporządzenia &#8220;pieniądze za praworządność&#8221; poprzez opracowanie wytycznych dotyczących jego stosowania. Posłowie wzywają też Komisję do szybkiego zbadania wszelkich potencjalnych naruszeń zasad praworządności, „które mają lub mogą mieć poważny wpływ na należyte zarządzanie finansami z budżetu Unii”, zaznaczając, że „sytuacja w niektórych państwach członkowskich już teraz uzasadnia podjęcie natychmiastowych działań”.</p>
<p>Chciałoby się napisać: i tak dalej, i tak dalej. Na wszystkie te zdarzenia jedyną odpowiedzią polityków obozów rządzących jest opowiadanie o lewackiej Europie, która nienawidzi konserwatywnych polityków. We wspomnianej debacie o Węgrzech i Polsce poseł <b>Joachim Brudziński</b> mówił: „Ale czy to się wam podoba, czy nie Polska i Węgry są integralną częścią Europy. Jesteśmy i będziemy w Europie. Bo nikt nie dał prawa lewicy, do decydowania, kto jest Europejczykiem a kto nie”. Jak dodał, rządy w Polsce i na Węgrzech mają mocny i demokratyczny mandat, by realizować swój program, w tym również reformę wymiaru sprawiedliwości i chronić prawdziwe wartości. „Te wynikające ze Starego i Nowego Testamentu, prawa rzymskiego, filozofii greckiej, a nie lewackiego bełkotu” - wyjaśnił Brudziński. I na nic się zdają głosy, jak chociażby <b>Philippe Lambertsa</b>, przedstawiciela Zielonych, belgijskiego polityka, który mówił: „Ja też jestem chrześcijaninem, tyle, że dla mnie oznacza to pomoc dla uchodźców, zapisana w Biblii, oznacza szacunek dla wszystkich ludzi”. Na takie słowa poseł <b>Patryk Jaki</b> ma taką odpowiedź: <b>„</b><i>Do śmietnika wyrzucacie naukę, doświadczenie, dorobek pokoleń i zamieniacie je na Wasze polityczne przekonania” -</i> mówił zauważając dodatkowo, że jest to wypełnienie wizji Marksa i Engelsa, zgodnie z którą, by zbudować nową rzeczywistość, trzeba zniszczyć tradycyjne wartości i tradycyjną rodzinę.</p>
<p>Pora wrócić do pytania: co dalej? Jaki może być finał sporu, w którym nie już punktów stycznych, a z drugiej strony jego natężenie staje się nieznośne. Ja go nie widzę: Chętnych do wyjścia z Unii nie ma ani w PiS, ani w FIDESZ. Do zbudowania jej na własną modłę brakuje większości w każdej unijnej instytucji. Do stworzenia od podstaw nowej, alternatywnej Wspólnoty, też chyba nie starczy sił i pieniędzy. Czy „przemówienie do kieszeni”, w postaci blokowania wypłat z unijnego budżetu zachęci Kaczyńskiego i Orbana do zmiany kursu? Wątpię, raczej będą na tym budować kapitał do stopniowego powiększania eurosceptycznej grupy rodaków, aby ewentualne wyjście z UE za wiele lat nie napotykało silnych protestów. Politycy tych partii już obecnie podkreślają, że „te pieniądze po prostu się nam należą”.  A jak nam nie dadzą, to znaczy okradną nasze narody. Jedynie zmiana władzy w procesie demokratycznych wyborów może zakończyć ten konflikt. Problem w tym, że na Węgrzech już o demokratyczne wybory będzie trudno przy takiej omnipotencji partii władzy. A u nas…</p>
<p><b>Maciej Zakrocki, Strasburg</b></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/budapeszt-i-warszawa-na-celowniku/">Budapeszt i Warszawa na celowniku</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://eurowybory.com.pl/budapeszt-i-warszawa-na-celowniku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowa legenda dla Europy czy wielkie Tohuwabohu?</title>
		<link>http://eurowybory.com.pl/nowa-legenda-dla-europy-czy-wielkie-tohuwabohu/</link>
		<comments>http://eurowybory.com.pl/nowa-legenda-dla-europy-czy-wielkie-tohuwabohu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 May 2021 09:54:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>r.gutkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Kulisy]]></category>
		<category><![CDATA[Z Brukseli]]></category>
		<category><![CDATA[Emmanuel Macron]]></category>
		<category><![CDATA[Guy Verhofstadt]]></category>
		<category><![CDATA[Iratxe Garcia]]></category>
		<category><![CDATA[konferencja w sprawie przyszłości Europy]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Zakrocki]]></category>
		<category><![CDATA[Ryszard Legutko]]></category>
		<category><![CDATA[Ursula von der Leyen]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://eurowybory.com.pl/?p=3265</guid>
		<description><![CDATA[<p>9 maja, w Dniu Europy, wystartowała Konferencja o jej przyszłości. Można powiedzieć: w końcu! I jest w tym odrobina uszczypliwości: jeśli bowiem można to opóźnienie częściowo tłumaczyć pandemią, to jednak nie można też zapomnieć o długich sporach między instytucjami UE, jej przedstawicielami, by ustalić, kto będzie w tej Konferencji mniej, a kto bardziej ważny. W każdym razie politycy zrobili wiele, aby pomysł nieco spalić na starcie. Czy teraz obywatele, którzy mieli być esencją w tej debacie, zechcą w niej aktywnie uczestniczyć?  </p><p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/nowa-legenda-dla-europy-czy-wielkie-tohuwabohu/">Nowa legenda dla Europy czy wielkie Tohuwabohu?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><b>9 maja, w Dniu Europy, wystartowała Konferencja o jej przyszłości. Można powiedzieć: w końcu! I jest w tym odrobina uszczypliwości: jeśli bowiem można to opóźnienie częściowo tłumaczyć pandemią, to jednak nie można też zapomnieć o długich sporach między instytucjami UE, jej przedstawicielami, by ustalić, kto będzie w tej Konferencji mniej, a kto bardziej ważny. W każdym razie politycy zrobili wiele, aby pomysł nieco spalić na starcie. Czy teraz obywatele, którzy mieli być esencją w tej debacie, zechcą w niej aktywnie uczestniczyć? &#8211; pisze specjalnie dla Eurowyborów MACIEJ ZAKROCKI.<br />
</b></p>
<p><a href="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-3075" alt="Maciek" src="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a></p>
<p>Pomysł rzucił prezydent Francji, <strong>Emmanuel Macron</strong> w 2019 roku. Spodobały mu się debaty, jakie organizował we Francji, w różnych regionach i które zostały dobrze odebrane przez Francuzów. Rzeczywiście mieli oni wrażenie, że prezydent stworzył im możliwość prowadzenia z nim szczerej rozmowy, że naprawdę chce ich wysłuchać, a potem wcielać w życie to, czego obywatele od niego oczekują. Wpisywało się to też w trend widoczny także poza Francją: skoro ludzie są nieco zmęczeni „starymi” politykami i dotychczasowymi formami demokracji bezpośredniej, trzeba obok tego stworzyć coś nowego, uzupełniającego demokrację.  Dobrym przykładem nowego trendu było Zgromadzenie Obywatelskie, które powołano w Irlandii, by załatwić sprawę od dekad nie do załatwienia: nowe prawo dotyczące aborcji.</p>
<p>Dla katolickiej Irlandii rekomendacje Zgromadzenia były rewolucyjne, ale też zbawienne: to, czego politykom nie udawało się zrobić, zrobili obywatele w nowej formule demokracji. To duży skrót myślowy, ale z podobnego założenia wyszedł Macron, a za nim kolejni unijni politycy: nie ruszymy z reformą UE z miejsca, jeśli nie oddamy sprawy w ręce ludzi. Dodajmy: przy zachowaniu nad tym kontroli.</p>
<p>Przewodnicząca Komisji Europejskiej<strong> Ursula von der Leyen</strong> złapała piłeczkę rzuconą przez Macrona. 10 lat po przyjęciu traktatu lizbońskiego, po takich doświadczeniach jak kryzys finansowy i obecny kryzys wywołany przez Covid-19 było jasne, że Europa potrzebuje nowej wizji, nowej opowieści, być może nowych kompetencji. Komisja Europejska pani VDL postanowiła przedstawić propozycję.  Zaproponowała Konferencję o przyszłości Europy z udziałem… wszystkich obywateli, by wyglądało, że Europę będzie się zmieniać oddolnie, zgodnie z oczekiwaniami ludzi. Jednocześnie na początku zastrzegano, że o zmianie traktatów mowy nie ma.</p>
<p>Debata z udziałem wszystkich była też odpowiedzią na od lat powtarzany, choć moim zdaniem nieprawdziwy slogan, że w Unii Europejskiej mamy deficyt demokracji, że biurokraci unijni kompletnie oderwani od ludzi narzucają im swoje, urzędnicze wizje. Wystarczy się spokojnie zastanowić, by uznać ten argument za fałszywy: posłowie do Parlamentu Europejskiego wybierani są w demokratycznych wyborach. W Radzie Europejskiej mamy szefów państw i rządów wybieranych w demokratycznych wyborach. W Radzie UE mamy ministrów rządów także z demokratycznego nadania. W Komisji Europejskiej mamy komisarzy, których desygnują demokratyczne rządy. Kandydaci na komisarzy przechodzą wysłuchania w Parlamencie Europejskim (czasem odpadają!) i na końcu skład Komisji musi być zaakceptowany przez większość posłów tego parlamentu (wybranych demokratycznie!). Gdzie tu jest deficyt demokracji? Ale skoro mimo wszystko ludzie tak sądzą, to niech teraz się wypowiedzą podczas Konferencji, jak ta Unia ma wyglądać i będzie demokratycznie.</p>
<p>Już na początku Konferencję opakowano w symbole. Miała wystartować 9 maja 2020 roku, w 70. rocznicę Deklaracji Schumana i 75. rocznicę zakończenia II wojny światowej. To był czas chorwackiej prezydencji, więc pojawiły się kolejne symbole: Konferencja ruszy w czasie przewodnictwa najmłodszego kraju członkowskiego, z okrutnymi doświadczeniami bałkańskiej tragedii z lat 90. i najlepiej w Dubrowniku, w ładnej scenerii miasta-symbolu nacjonalistycznej wojny. Zakończyć się miała w pierwszym półroczu 2022 roku, kiedy to prezydencję będzie sprawować Francja, co miało być ukłonem w stronę pomysłodawcy, a samemu Macronowi przydać się w kampanii prezydenckiej.</p>
<p>W czasie pracy nad konkretami zaczęły się schody. Każda z instytucji miała ambicję przeforsować swój pomysł, a ponieważ w UE podejmuje się decyzje w dialogu między Komisją, Radą i Parlamentem, to wszystkie przygotowały swoje stanowiska. Parlament przyjął je w rezolucji z 15 stycznia 2020 roku. Co charakterystyczne w pierwszych punktach jest sporo o udziale obywateli, choć z każdym punktem ten udział się komplikuje! W punkcie 2. czytamy, „<i>że celem konferencji powinno być przyjęcie podejścia oddolnego do bezpośredniego angażowania obywateli w konstruktywny dialog</i>”, w 3., że „<i>przed rozpoczęciem konferencji należy rozpocząć etap słuchania, aby obywatele z całej Unii Europejskiej mogli podzielić się swoimi pomysłami, sugestiami i zaproponować własną wizję tego, co oznacza dla nich Europa</i>”. W 4. już pojawiają się drobne problemy: „<i>udział obywateli w konferencji powinien być zorganizowany w taki sposób, aby odzwierciedlać różnorodność naszych społeczeństw</i>”. W dalszych dyskusjach zaczęto tworzyć różne „filtry”, żeby wspomnieć np. o postulacie proporcjonalnego uczestnictwa ludzi poniżej 25. roku życia.</p>
<p>Po podkreśleniu, że to ma być oddolna debata Europejczyków, zaczęła się batalia o udział tych, „którzy muszą przecież być”, o kontrolę instytucjonalną nad Konferencją, o to, kto będzie w jej zarządzie, kto będzie miał status obserwatora przy zarządzie, kto zasiądzie we wspólnym sekretariacie, kto będzie miał swoją reprezentację w sesjach plenarnych, itd. Czyli smutna walka o to, kto jest ważny, a kto mniej i czy na pewno będzie jakieś znaczące stanowisko dla byłego premiera Belgii <strong>Guy Verhofstadta</strong>, od lat posła w Parlamencie Europejskim. I piszę to akurat mając dużo sympatii dla tego polityka! Można z żalem stwierdzić, że te konferencje o Konferencji trwały w sumie tyle, co sama zaplanowana debata.</p>
<p>Wreszcie 10 marca tego roku doszło do &#8211; a jakże &#8211; uroczystego podpisania Wspólnej Deklaracji dotyczącej Konferencji, a podpisy składali <strong>Ursula von der Leyen</strong> w imieniu Komisji, <strong>Antonio Costa</strong> w imieniu Rady i <strong>David Sassoli</strong> w imieniu Parlamentu. Pani przewodnicząca mówiła: „<i>Oczekiwania obywateli są jasne: chcą zabrać głos na temat przyszłości Europy w sprawach, które mają wpływ na ich życie. Nasza obietnica jest równie jasna: wysłuchamy ich. A następnie będziemy działać</i>.” Premier Portugalii z kolei podkreślił, że „<i>zwołanie konferencji w sprawie przyszłości Europy jest sygnałem zaufania i nadziei na przyszłość, jaki wysyłamy Europejczykom. Ufamy, że uda nam się przezwyciężyć pandemię i kryzys; mamy nadzieję, że wspólnie zbudujemy sprawiedliwą, zieloną i cyfrową przyszłość dla Europy.</i>” Także socjalista, tyle że włoski, David Sassoli przekonywał, że „<i>Konferencja w sprawie przyszłości Europy będzie niepowtarzalną okazją dla wszystkich obywateli Unii i naszego społeczeństwa obywatelskiego do kształtowania przyszłości Europy; będzie wspólnym projektem na rzecz funkcjonującej demokracji europejskiej. Apelujemy, aby każdy zabrał głos, by przyczynić się do budowy przyszłości Europy, do budowy „TWOJEJ Europy”.</i></p>
<p>W samej deklaracji warto zwrócić uwagę na równie piękne założenia, by potem skonfrontować je z efektem końcowym. Czytamy w niej między innymi: <i>Konferencja w sprawie przyszłości Europy to ukierunkowane na obywateli, oddolne zadanie, dzięki któremu Europejczycy mogą zabrać głos na temat tego, czego oczekują od Unii Europejskiej. Zapewni obywatelom większą rolę w kształtowaniu przyszłych strategii politycznych i ambicji Unii, zwiększając jej odporność.</i> Co więcej: <i>Niniejszym wspólnie zobowiązujemy się do wysłuchania Europejczyków i podjęcia działań wynikających z zaleceń konferencji, przy pełnym poszanowaniu naszych kompetencji oraz zasad pomocniczości i proporcjonalności zapisanych w traktatach europejskich. Wykorzystamy okazję, by ugruntować demokratyczne umocowanie i funkcjonowanie projektu </i><i>europejskiego, a także utrzymać poparcie obywateli UE dla naszych wspólnych celów i wartości, poprzez zaoferowanie tym obywatelom kolejnych sposobności wyrażenia opinii</i>.</p>
<p>Jeśli ktoś myśli, że z chwilą podpisania Wspólnej Deklaracji zakończyły się przepychanki organizacyjno-formalne, to się myli. Kolejne kłopoty pojawiły się 24 marca, z chwilą rozpoczęcia pracy zarządu i ustalania dalszych kroków.  Kto w nim się znalazł? Może dla historii warto wymienić wszystkich członków: współprzewodniczącymi są wspomniany <strong>Guy Verhofstad</strong>t z grupy Odnowić Europę z Parlamentu, <strong>Ana Paula Zacarias</strong>, minister ds. europejskich Portugalii w imieniu Rady i wiceprzewodnicząca Komisji, <strong>Dubravka Šuica</strong>. Członkami zarządu są: Manfred Weber, szef EPL w Parlamencie oraz <strong>Iratxe García Pérez</strong>, przewodnicząca Grupy Socjalistów w tej izbie. Kolejni to reprezentanci kolejnych prezydencji w Radzie UE, czyli Słoweniec <strong>Gasper Dovzan</strong>, minister ds. europejskich tego kraju i <strong>Clément Beaune</strong>, jego odpowiednik z Francji. Są jeszcze z Komisji Europejskiej <strong>Maroš Šefčovič</strong> i <strong>Věra Jourová</strong>. Szczególnie reprezentacja Parlamentu Europejskiego może budzić pytania i budzi.</p>
<p>Jest bowiem w tej izbie 7 grup politycznych, a tylko trzy, w sumie o podobnej wizji Europy, są reprezentowane w zarządzie. Trudno się dziwić, że np. Konserwatyści i Reformatorzy, w której to grupie jest między innymi PiS, a która dostała jedynie status obserwatora, mają do Konferencji stosunek krytyczny. Profesor <strong>Ryszard Legutko</strong> mówił na ten temat tak: „<i>Obawiamy się, że ten proces celowo ma na celu podważenie demokracji państw narodowych opiniami samozwańczych przywódców i działaczy federalistycznych. W najlepszym przypadku będzie to przypadkowa i niereprezentatywna mieszanka głosów, która nie ma głębszego uzasadnienia ani znaczenia. Istnieje niebezpieczeństwo, że doprowadzi to do wielkiego Tohuwabohu, który pozostawi wszystkich rozczarowanych lub w konflikcie”.</i></p>
<p><i> </i>Pan profesor od lat słynie z szukania intrygujących określeń, więc i teraz sięgnął do słówka, które ma biblijne pochodzenie: <i>Tohuwabohu </i>to po hebrajsku<i> </i>„bezkształtny i pusty” w odniesieniu do stanu Ziemi przed stworzeniem przez Boga światła i porządku. W niemieckim czy angielskim wykształceni ludzie sięgają po niego, by opisać chaos, bo samo brzmienie słowa oddaje wrażenie chaosu… Ale wracając do meritum: zasadne jest pytanie, czy w tej konferencji będzie miejsce dla osób spoza europejskiego mainstreamu, bo przecież tacy w Europie też są! Inaczej zasadne będzie podejrzenie, że cały plan ma na celu skierowanie unijnych reform w stronę, która odpowiada wizji zarządu Konferencji i jej głównego pomysłodawcy, <strong>Emmanuela Macrona</strong>. No i że dzięki niej i dominującej w niej narracji, Macron wygra z <strong>Marine Le Pen</strong>, bo końcówka Konferencji pokrywa się z datą wyborów prezydenckich we Francji.</p>
<p>To wyjdzie w praniu, bo ciągle jesteśmy na etapie przepychanek organizacyjnych. Dość powiedzieć, że jeszcze w czwartek, 6 maja, nie było pewności, czy zaplanowana na 9 maja uroczystość otwarcia Konferencji w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu dojdzie do skutku. Nie było bowiem zgody co do roli instytucji UE w posiedzeniu plenarnym Konferencji. W liście do szefów delegacji Parlamentu Europejskiego <strong>Guy Verhofstadt</strong> pisał, że w tej sprawie stanowiska są „<i>tak jasne, a jednocześnie tak rozbieżne</i>”, że jego zdaniem można wątpić, czy „<i>istnieje realna perspektywa porozumienia przed wydarzeniem inauguracyjnym</i>”. Co się stało? Wróciło pytanie, które wydawało się dawno rozstrzygnięte: czy Konferencja ma prowadzić do zmiany traktatów, czy ma być jedynie wymianą poglądów na przyszłość Europy? Spór nie jest semantyczny, ale wysoce polityczny, bo dla wielu środowisk zaangażowanych w Konferencję kluczowe jest jednak pytanie: czy stanowiska zajęte podczas konferencji przez przedstawicieli rządów państw członkowskich, posłów do Parlamentu Europejskiego, posłów do parlamentów narodowych i obywateli będą miały jakieś realne konsekwencje?</p>
<p>Ponieważ było jasne, że ostateczna odpowiedź na to pytanie nie padnie w dwa dni, Verhofstadt pytał, czy Parlament, w gmachu którego miała się odbyć uroczystość otwarcia Konferencji w Święto Europy, ma odwołać imprezę!?</p>
<p><strong>Iratxe García</strong>, przewodnicząca Grupy S&amp;D odpowiedziała stanowczo: „<i>Powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby inauguracja przebiegła zgodnie z planem</i>”. A współprzewodniczący Lewicy, <strong>Helmut Scholz</strong> dodał: „<i>Grupa Lewicy wyraźnie opowiada się za kontynuacją negocjacji, a nie za odwołaniem uroczystości</i>”. Negocjowano więc dalej i dopiero w piątek, 7 maja, uzgodniono, że „<i>w oparciu o dyskusje i propozycje z sesji plenarnych, zarząd Konferencji, działając na zasadzie konsensusu, sporządzi raport, przy pełnej współpracy i pełnej przejrzystości z posiedzeniem plenarnym</i>”. Po ludzku oznacza to, że posiedzenia plenarne Konferencji otrzymały uprawnienie do wyciągania wniosków z debat obywateli, a przygotowany raport nie będzie mógł być ignorowany przez najważniejszych graczy w Unii.</p>
<p>Uroczystość się odbyła, znowu padły wielkie słowa o Europie, która wsłuchuje się w głos obywateli. Może warto przywołać dwa zdania z przemawiającego tam <strong>Emmanuela Macrona</strong>, skoro to „jego” pomysł: „<i>Mam nadzieję, że ta konferencja zaowocuje wieloma dużymi projektami, z wielkimi ambicjami, marzeniami o tym, jakiej Europy chcielibyśmy za 10, 15 lat. Jakie będziemy mieć granice, jakie nowe instytucje powinny się pojawić, jakie projekty kulturalne powinniśmy wspólnie uruchomić, jak możemy z Europy uczynić lidera w polityce redukcji szkodliwych emisji &#8211; mam nadzieję, że neutralność klimatyczną osiągniemy szybciej niż to założyliśmy &#8211; jak możemy uczynić Europę w obszarze edukacji i badań jeszcze bardziej silną, jak możemy zakreślić granice w kosmosie, na naszych ocenach, jak możemy sobie poradzić pisząc dla nas nową legendę</i>.</p>
<p>Za rok zrobimy: sprawdzam!</p>
<p><b>Maciej Zakrocki</b></p>
<p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/nowa-legenda-dla-europy-czy-wielkie-tohuwabohu/">Nowa legenda dla Europy czy wielkie Tohuwabohu?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://eurowybory.com.pl/nowa-legenda-dla-europy-czy-wielkie-tohuwabohu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak Orban z Tuskiem, czyli FIDESZ jedną nogą poza EPL</title>
		<link>http://eurowybory.com.pl/jak-orban-z-tuskiem-czyli-fidesz-jedna-noga-poza-epl/</link>
		<comments>http://eurowybory.com.pl/jak-orban-z-tuskiem-czyli-fidesz-jedna-noga-poza-epl/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Mar 2021 19:05:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>r.gutkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Kulisy]]></category>
		<category><![CDATA[Z Brukseli]]></category>
		<category><![CDATA[Donald Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[EPL]]></category>
		<category><![CDATA[FIDESZ]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Zakrocki]]></category>
		<category><![CDATA[Manfred Weber]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktor Orban]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://eurowybory.com.pl/?p=3239</guid>
		<description><![CDATA[<p>Premier Wiktor Orban wyprowadził posłów swojej partii FIDESZ z grupy chadeckiej w Parlamencie Europejskim, chcąc uniknąć ich wyrzucenia, co stało się jasne po zmianie regulaminu grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPL) pozwalającej usunąć pojedynczego posła jak i całą grupę. Tę zmianę poparło 84% członków frakcji, co oznaczało, że europejscy chadecy mają już dość współpracy z partnerem od dawna odchodzącym od wartości głoszonych w tej rodzinie.</p><p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/jak-orban-z-tuskiem-czyli-fidesz-jedna-noga-poza-epl/">Jak Orban z Tuskiem, czyli FIDESZ jedną nogą poza EPL</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><b>Premier Wiktor Orban wyprowadził posłów swojej partii FIDESZ z grupy chadeckiej w Parlamencie Europejskim, chcąc uniknąć ich wyrzucenia, co stało się jasne po zmianie regulaminu grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPL) pozwalającej usunąć pojedynczego posła jak i całą grupę. Tę zmianę poparło 84% członków frakcji, co oznaczało, że europejscy chadecy mają już dość współpracy z partnerem od dawna odchodzącym od wartości głoszonych w tej rodzinie</b>.</p>
<p><a href="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-3075" alt="Maciek" src="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a></p>
<p>To wisiało w powietrzu od dawna, bo Wiktor Orban i FIDESZ otwarcie odcinający się od reguł liberalnej demokracji „grabił sobie” od pierwszych miesięcy 2010 roku, kiedy to przejął władzę na Węgrzech. Mając ogromną przewagę w parlamencie, w tym często wystarczającą do zmiany konstytucji zaczął podporządkowywać sobie kolejne elementy trójpodziału władzy wyłączając coś, co z angielska przyjęto nazywać systemem „checks and balances”. FIDESZ przejął kontrolę nad sądami, mediami, gospodarką i de facto nad „duszami”.</p>
<p>Początkowo trochę w Europejskiej Partii Ludowej przymykano na to oczy, bo Wiktor, „nasz dyktator” jak jednak żartobliwie zwracał się do niego Jean-Claude Juncker, był „nasz” i jak – przekonywała Angela Merkel, łatwiej go kontrolować, mitygować, gdy zostaje w rodzinie. Ale z biegiem lat sprawa się komplikowała, bo Orban „szedł po bandzie”. Kazał zlikwidować Uniwersytet Środkowo-Europejski, oskarżył George’a Sorosa o antywęgierskie działania przy okazji wywołując falę antysemityzmu, ostro sprzeciwił się próbom cywilizowanego opanowania kryzysu migracyjnego w 2015 roku. Gdy Parlament Europejski przyjmował kolejną rezolucję krytykująca poczynienia FIDESZ-u z wielu stron padały bardzo mocne słowa i to wprost kierowane do Wiktora Orbana, który na te debaty przyjeżdżał. Ówczesny szef grupy liberałów Guy Verhofstadt pytał, jak daleko jeszcze posunie się rząd węgierski i czy na placu Kossutha przed węgierskim parlamentem dojdzie do palenia książek nielubianych przez Orbána autorów? Zarzucił mu, że cierpi na stalinowską paranoję, a utrzymuje Węgry w Unii tylko dla funduszy europejskich. Przy okazji dostawało się Europejskiej Partii Ludowej, bo posłowie z innych grup politycznych pytali: jak to możliwe, że macie na sztandarach europejskie wartości demokracji i wolności, a w swoich szeregach kogoś, kto je depcze.</p>
<p>Wiktor Orban nie tylko, że się tym wszystkim nie przejmował, ale dalej dokręcał śrubę w kraju, jednocześnie co chwilę plakatował go kolejną kampanią… antyunijną, jak chociażby głośną akcją pod hasłem: „Powstrzymajmy Brukselę”. Coraz więcej pojawiało się też informacji o bogaceniu się zaprzyjaźnionych z nim oligarchów dzięki … unijnym pieniądzom. Do pracy wziął się OLAF, unijna agencja badająca prawidłowość w wydawaniu środków z budżetu UE, który potwierdził, że jest wiele nieprawidłowości, a nawet korupcji, że przetargi mają czasem jednego kandydata, a w jednym przypadku była to firma zięcia pana premiera. Na dodatek rząd węgierski coraz cieplej wypowiadał się o współpracy z Rosją, na którą UE nakładała sankcje po agresji na Krym i w związku z działaniami w Donbasie. I wtedy pierwszy sygnał ostrzegawczy wysłał Wiktorowi Orbanowi Donald Tusk, swego czasu bliski kolega głównie ze względu na wspólną miłość do futbolu.</p>
<p>Na Kongresie EPL w Helsinkach w listopadzie 2018 Tusk wygłosił przemówienie, w którym mówił tak: <i>Chcę powiedzieć jasno: jeśli jesteś przeciwko zasadom państwa prawa i niezależnemu sądownictwu nie jesteś chrześcijańskim demokratą. Jeśli nie podoba ci się wolna prasa, organizacje pozarządowe, jeśli tolerujesz homofobię, ksenofobię, nacjonalizm i antysemityzm to nie jesteś chrześcijańskim demokratą. Jeśli umieszczasz państwo i naród ponad wolność i godność jednostki, to nie jesteś chrześcijańskim demokratą. (…) Jeśli wspierasz Putina i atakujesz Ukrainę, jeśli stoisz za agresorem, a nie po stronie ofiar, nie jesteś chrześcijańskim demokratą”.  </i></p>
<p>Tusk dostał rzęsiste brawa, ale także od… Orbana, który w ten sposób demonstrował, że to nie o nim były te zdania. Podjęto jednak wtedy decyzję, że „coś trzeba w końcu z tym zrobić”.</p>
<p>20 marca 2019 roku w gmachu Parlamentu Europejskiego odbyło się trudne spotkanie całej parlamentarnej grupy z udziałem władz EPL-u i samym Wiktorem Orbanem. Przytłaczającą większością głosów (190 za, 3 przeciw) podjęto decyzję o zawieszeniu FIDESZ-u w prawach członka Europejskiej Partii Ludowej. W związku z postanowieniem, członkowie Fideszu nie mogli brać udziału w jakimkolwiek spotkaniu partii, stracili prawo głosu w EPL oraz możliwość wysuwania kandydatów na europejskie stanowiska. Wszystko to tuż przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jednocześnie powołano „grupę mędrców” w składzie: Wolfgang Schüssel, były kanclerz Austrii, Herman van Rompuy, były premier Belgii i były szef Rady Europejskiej oraz Hans-Gert Pöttering, były szef Parlamentu Europejskiego. Mędrcy mieli przyjrzeć się wszystkim grzechom Węgrów, opracować raport, a cała partia miała na jego podstawie zdecydować o losie FIDESZ-u w szeregach ludowców.</p>
<p>Wiktor Orban i tym razem nie przejął się tą sytuacją. Ciągle czuł się silny wsparciem od Angeli Merkel, dla której dobry klimat dla niemieckich fabryk samochodów na Węgrzech wydawał się być ważniejszy niż wizerunek chadeckiej rodziny. Robił swoje, dalej otwarcie krytykując UE, która nie tylko przecież uruchomiła wobec jego kraju artykuł 7, ale co chwilę atakowała kolejną rezolucją PE, piętnującą łamanie praworządności i zamykanie nieprzychylnych dla rządów mediów.</p>
<p>Do przesilenia doszło w ubiegłym roku podczas batalii o budżet, a potem o Fundusz Odbudowy, wielki europejski plan naprawy gospodarki mocno uderzonej przez pandemię.  Rząd Polski i Węgier najpierw kontestował mechanizm praworządności, potem zgodził się na jego zapis w konkluzjach lipcowego szczytu, a potem, gdy okazało się, że ten zapis oznacza jednak wprowadzenie zasady „pieniądze za praworządność” zagroził wetem, który oznaczał, że nie będzie nowego budżetu UE na kolejne 7 lat, ani pomocowego Funduszu wartości 750 mld euro. Najbardziej wkurzał fakt, że po raz pierwszy w dziejach Wspólnoty doszło do groźby weta nie dlatego, że komuś się budżet nie podoba, albo że ma dostać za mało. Oba rządy naprawdę w ten sposób wetowały mechanizm praworządności, bo nie miały innego sposobu na jego zablokowanie, gdyż formalną ścieżką jego przyjęcia było głosowanie w Radzie UE kwalifikowaną większością. Natomiast i Wieloletnie Ramy Finansowe i Fundusz wymagały jednomyślności.</p>
<p>Atmosfera w tej bezprecedensowej awanturze była ciężka, a tu w samym jej środku wybuchły dwie afery. Pierwsza jedynie wizerunkowa: szef FIDESZ-u w Parlamencie Europejskim József Szájer, w czasie lockdownu w Brukseli i zakazie organizowania imprez w wieloosobowym składzie, znalazł się na gejowskim party, z którego po interwencji policji uciekał po rynnie niekompletnie ubrany z narkotykami w plecaku. Szybko się podał do dymisji i zrezygnował z mandatu, ale wstyd pozostał, a moralizatorski ton o „prawdziwych wartościach” Orbana brzmiał teraz co najmniej niewiarygodnie. Druga afera była poważniejsza: wywołał ją Tamás Deutsch, poseł FIDESZU, jeden z założycieli tej partii i – co ważne – bardzo bliski przyjaciel Wiktora Orbana. Zwracając się do szefa grupy EPL, Manfreda Webera, który apelował wcześniej, by rządy Polski i Węgier nie blokowały budżetu, pan poseł powiedział: <i>Kiedy </i><i>Weber mówi, że nie mamy się czego obawiać, jeśli niczego nie ukrywamy, przypomina mi się, że gestapo i węgierska tajna policja AVH</i> (węgierski odpowiednik SB- przyp. M.Z.) <i>miały ten sam przekaz.  Historia pokazała jednak, że nawet ci, którzy nie mieli nic do ukrycia, mieli wszelkie powody, by się jednak bać. </i>Taki tekst w stronę kolegi z tej samej grupy, polityka niemieckiej chadecji, która sprawując wtedy prezydencję w Radzie UE dwoiła się i troiła, by doprowadzić do budżetowego kompromisu? To się już nie mieściło w głowie!</p>
<p>W grupie zaczęto domagać się wyrzucenia Deutscha, a najlepiej wszystkich posłów FIDESZ-u. Tu na drodze stanął regulamin: w ogóle nie było paragrafu, by wyrzucić wszystkich en bloc, na dodatek usunięcie posła wymagało zgody 2/3 wszystkich. Tymczasem znaleźli się jednak obrońcy Węgrów, nawet nie tyle sympatyzujący z polityką Orbana i retoryką jego kolegów, ale obawiający się utraty przez grupę pozycji najsilniejszej frakcji. Przekonywali, że choć EPL po wyrzuceniu 11 osób nie spadnie na drugie miejsce, to jednak przewaga ludowców nad socjalistami się zmniejszy, a i tak wyraźnie się zredukowała po ostatnich wyborach. Jednak nacisk na zmianę regulaminu, w tym wprowadzenie zasady zwykłej większości w głosowaniu w sprawie wyrzucenia kogoś z grupy był coraz silniejszy.</p>
<p>Gdy grupa spotkała się w tej sprawie 3 marca, Orban nagle przysłał list do Manfreda Webera z informacją, że to on zabiera swoich posłów. Przy okazji dołożył kilka słów, co o tym myśli. W każdym razie ubiegł dotychczasowych partnerów nie chcąc dopuścić do upokorzenia, gdyby to „inni” ich wyrzucili. Z pewnością tak by się stało, bo gdy w końcu doszło do głosowania w sprawie zmiany regulaminu 148 członków grupy głosowało za, a jedynie 28 przeciw. Jak mówią uczestnicy spotkania „słychać było westchnienie ulgi”, jakby pozbyto się jakiegoś ciężkiego balastu. Tymczasem to jeszcze nie koniec!</p>
<p>Wiktor Orban nie wypisał się z Europejskiej Partii Ludowej &#8211; usunął swoich posłów jedynie z grupy chadeków w Parlamencie Europejskim. Mówiąc inaczej: nie są już u Webera, ale ciągle są u Tuska, choć nadal „zawieszeni”. Jak zaznaczył w wywiadzie w piątek dla radia Kossuth prowadzi rozmowy, między innymi z nowym przywódcą CDU, Arminem Laschetem, a to „mądry człowiek, zupełnie inny reprezentant Niemiec, bo pochodzi z zachodniej części kraju, nie ze wschodniej jak Angela Merkel”. Nie jest tajemnicą, że Laschet był i dalej jest przeciwny usuwaniu FIDESZ-u. Ale też nie jest tajemnicą, że sam Orban nie zasypia gruszek w popiele. W tym samym wywiadzie mówił: <i>Rozmawiałem z Polakami, rozmawiałem z największym naszym przyjacielem panem Mateo Salvinim, rozmawialiśmy również z drugą włoską partią prawicową, konkretnie z panią Meloni. Cały czas pracujemy</i>.</p>
<p>Pani Meloni to Giorgia Meloni przywódczyni partii Bracia Włosi, która jest jednocześnie liderką grupy Konserwatystów i Reformatorów, do której należy PiS.</p>
<p>Węgierski premier wyjaśnił też, wokół jakich idei chciałby budować, być może nową europejską rodzinę polityczną: <i>W naszej szufladzie jest sporo pomysłów jak odświeżyć politykę europejską. Wszyscy to czujemy, wiemy, że takie sprawy dla nas ważne, by nie przyjeżdżali migranci, żeby nie było multikulti, żeby były szanowane tradycyjne wartości chrześcijańskie, że suwerenność narodowa istnieje, że narody nie należą do przeszłości, tylko przyszłości, że to wszystko są myśli epokowe, a tymczasem w tych kwestiach nasz głos w Europie jest bardzo słaby</i>. Rodzi się pytanie, czy uda się pod jednym szyldem zebrać wszystkich eurosceptyków? Po ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego się nie udało: z PiS-em w grupie Konserwatystów i Reformatorów są Bracia Włosi, Nowy Sojusz Flamandzki, hiszpański VOX, ale już Lega Salviniego, Alternatywa dla Niemiec, Wolnościowa Partia Austrii czy Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen wylądowały w innej grupie o nazwie Tożsamość i Demokracja. Ciekawostką, która może zwiastowała rozpad koalicji w kraju był fakt, że włoski Ruch 5 Gwiazd stworzył z Legą we Włoszech koalicję rządową, ale w Parlamencie Europejskim nie chcieli być w jednej grupie i Ruch ostatecznie został w grupie NI, czyli niezrzeszonych. Wszystko to pokazywało, że eurosceptykom wcale łatwo nie jest się zjednoczyć.</p>
<p>Wiktor Orban, jako bez wątpienia wytrawny gracz wszystko to skalkuluje. Jak połączy tych, którym dotąd się to nie udało zbuduje trzecią siłę w Parlamencie Europejskim. Wtedy w to wejdzie. Jak okaże się, że to niemożliwe, będzie starał się pozostać w EPL, choć przy jego obecnych relacjach z Donaldem Tuskiem i członkami grupy w Parlamencie wydaje się to kosmicznie trudne. Ale on ma czas, wie, że nic nie powinno mu zagrozić w kolejnym zwycięstwie wyborczym na Węgrzech w 2022 roku, a to oznacza, że Unia Europejska, jej liderzy będą musiały się z nim dogadywać przez kolejne lata. To może mu odpuszczą?</p>
<p><b>Maciej Zakrocki</b></p>
<p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/jak-orban-z-tuskiem-czyli-fidesz-jedna-noga-poza-epl/">Jak Orban z Tuskiem, czyli FIDESZ jedną nogą poza EPL</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://eurowybory.com.pl/jak-orban-z-tuskiem-czyli-fidesz-jedna-noga-poza-epl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pieniądze za praworządność, czyli koktajl nie do wypicia</title>
		<link>http://eurowybory.com.pl/pieniadze-za-praworzadnosc-czyli-koktajl-nie-do-wypicia/</link>
		<comments>http://eurowybory.com.pl/pieniadze-za-praworzadnosc-czyli-koktajl-nie-do-wypicia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Oct 2020 09:41:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>r.gutkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Kulisy]]></category>
		<category><![CDATA[Z Brukseli]]></category>
		<category><![CDATA[Beata Szydło]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Zakrocki]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze za praworządność]]></category>
		<category><![CDATA[praworządność]]></category>
		<category><![CDATA[Vera Jourova]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktor Orban]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://eurowybory.com.pl/?p=3071</guid>
		<description><![CDATA[<p>Pieniądze za praworządność - ta zasada, czy to się komuś podoba czy nie, zostanie wprowadzona. Może będzie rozmyta, pozbawiona ostrych zębów, ale będzie. Warto zatem, by ci, którzy z tą praworządnością mają problemy, zrobili sobie bilans potencjalnych zysków i strat.</p><p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/pieniadze-za-praworzadnosc-czyli-koktajl-nie-do-wypicia/">Pieniądze za praworządność, czyli koktajl nie do wypicia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-3075" alt="Maciek" src="http://eurowybory.com.pl/wp-content/uploads/2020/10/Maciek1-300x200.jpg" width="300" height="200" /></a></p>
<p><b>Pieniądze za praworządność &#8211; ta zasada, czy to się komuś podoba czy nie, zostanie wprowadzona. Może będzie rozmyta, pozbawiona ostrych zębów, ale będzie. Warto zatem, by ci, którzy z tą praworządnością mają problemy, zrobili sobie bilans potencjalnych zysków i strat</b>.</p>
<p>Ciągnie się to od kilku lat, kiedy to poczynania rządu Wiktora Orbana, a później ekipy Zjednoczonej Prawicy w Polsce zaczęły przyprawiać Europę o ból głowy. Wysypały się raporty o stanie praworządności w tych państwach, pojawiły się rezolucje Parlamentu Europejskiego wzywające do powrotu do rządów prawa. Mamy w pamięci burzliwe debaty w Brukseli i Strasburgu z węgierskim premierem dumnym z budowy systemu nieliberalnej demokracji, w ramach którego można było zagrozić między innymi likwidacją Europejskiego Uniwersytetu w Budapeszcie. Pamiętam dramatyczne pytanie Guy Verhofstadta, szefa liberałów w PE podczas jednej z debat z premierem Orbanem: „J<i>aki będzie pana kolejny krok? Będzie pan palił książki na placu Kossutha przed Parlamentem?</i>”</p>
<p>Szef polskiego rządu tylko raz stawił się na debatę o Polsce. Była to pani premier Beata Szydło, a wydarzenie miało miejsce 19 stycznia 2016 roku, zaraz po tym, jak Komisja Europejska uruchomiła wobec Polski pierwszą procedurę „ochrony państwa prawnego w UE”. Bardzo ciekawą „zbitką” był fakt, że tuż przez nią w tej samej sali wystąpił… Donald Tusk, jako szef Rady Europejskiej, który zdawał posłom relację z ostatniego szczytu UE. Spytany co myśli o tym, że za chwilę będzie tu debata w Polsce w kontekście łamania przez rząd zasad praworządności były premier mówił: „<i>Jak mówiłem kilka dni temu na spotkaniu z grupami politycznymi w Parlamencie, Unia Europejska ma prawo i obowiązek angażować się w trudny i otwarty dialog z władzami każdego kraju członkowskiego, w którym rządy prawa i normy demokracji mogą być naruszane. Ale proszę nie oczekujcie państwo, że będę zadowolony i pełen entuzjazmu w związku z uruchomieniem procedury w sprawie Polski. Musicie zrozumieć, że to coś bardzo trudnego dla mnie</i>”.   Godzinę później szefowa polskiego rządu tłumaczyła posłom konieczność „reformy” wymiaru sprawiedliwości oczekiwaniami wyborców, którzy dali jej obozowi demokratyczny mandat do rządzenia. Większości nie przekonała. Ówczesny lider grupy socjalistów, Gianni Pittella mówił, że jego grupa całym sercem jest po stronie tych „<i>tysięcy Polaków, którzy niedawno wyszli na ulicę, by bronić demokracji i praworządności. Ma pani pełną legitymację demokratyczną. Może pani rządzić w swoim kraju, ale jednak z poszanowaniem europejskich wartości i europejskiego prawa</i>”.</p>
<p>Mijały miesiące i lata, a rządy w Budapeszcie i Warszawie robiły swoje, mimo uruchamiania przez Komisję Europejską kolejnych procedur „naruszeniowych”, kierowania spraw do TSUE, opinii Komisji Weneckiej czy raportów Rady Europy. Doszło w końcu do uruchomienia po raz pierwszy w dziejach Wspólnoty procedury z art. 7 Traktatu UE, który mówi o postępowaniu wobec państwa, które narusza zasady rządów prawa. Komisja Europejska tę procedurę uruchomiła wobec Polski, a Parlament Europejski wobec Węgier. Ale i to niewiele dało, bo paragraf nr 2 art. 7 mówi, że: „Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić, po wezwaniu Państwa Członkowskiego do przedstawienia swoich uwag, poważne i stałe naruszenie przez to Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2”. Polski rząd jest „dogadany” z węgierskim, że jakby doszło do punktu nr 2 to jednomyślności nie będzie. Można zatem było dalej lekceważyć unijne zagrożenia.</p>
<p>Widząc słabości systemu, praktyczną niemożność egzekwowania przestrzegania praworządności, w Komisji Europejskiej i w Parlamencie zaczęto myśleć o stworzeniu nowego narzędzia, które mogłoby mieć realny wpływ na politykę niesfornych rządów. Pojawił się pomysł stworzenia „stałego mechanizmu kontroli praworządności w państwach członkowskich”. Sophie in’ t Velt z grupy liberałów, dzisiaj Renew Europe napisała pomysł tego mechanizmu, a Komisja Europejska zaczęła pracować nad dokumentem legislacyjnym. Specjalnie podkreślono, że to ma być „monitoring” rządów prawa w każdym państwie, by rządzącym w Polsce i na Węgrzech wytrącić z ręki argument, że oto „lewicowi biurokraci z Brukseli” uwzięli się na prawicowe rządy.</p>
<p>Równoległe rosła presja powiązania wypłat z budżetu Unii z oceną rządów prawa. Szczególnie była widoczna w państwach, które są „płatnikami netto” do unijnej kasy. I orędownikami takiego łączenia nie byli tylko politycy, ale tzw. „zwykli ludzie”. Pamiętam moją rozmowę z komisarzem Jyrki Katainenem, który w Komisji Junckera odpowiadał za miejsca pracy, rozwój, inwestycje i konkurencyjność. Opowiadał, że spotykając się w swoim kraju z obywatelami, ale – dodawał &#8211; tak samo jest w Danii, Szwecji czy Holandii, mówili mu, że nie chcą by „ich pieniądze” były wypłacane rządom łamiącym praworządność. Gdy unijna agencja OLAF, która między innymi pilnuje uczciwości w wydawaniu unijnych funduszy stwierdziła, że na Węgrzech zięć premiera wygrywa przetargi na inwestycje z unijnym wsadem, ta presja jeszcze bardziej się nasiliła! Bo to już nie była tylko sprawa oceny praworządności, ale dodatkowo nepotyzmu i korupcji. Było jasne, że trzeba słowa przekuć w czyny.</p>
<p>I tak oto 30 września Komisja Europejska przedstawiła pierwsze w dziejach Unii „roczne sprawozdanie na temat sytuacji w zakresie praworządności w całej Unii Europejskiej”.  Sprawozdanie dotyczy czterech głównych filarów mających duży wpływ na poszanowanie praworządności<b>: </b>krajowych systemów wymiaru sprawiedliwości, ram antykorupcyjnych, pluralizmu i wolności mediów oraz innych kwestii instytucjonalnych związanych z mechanizmami kontroli i równowagi, które mają zasadnicze znaczenie dla skutecznego systemu demokratycznych rządów.</p>
<p>Sprawozdanie zostało przedstawione przez dwoje komisarzy, którzy się tymi sprawami zajmują: Věrę Jourovą, wiceprzewodniczącą Komisji ds. wartości i przejrzystości oraz Didiera Reyndersa, któremu podlegają wymiar sprawiedliwości i konsumenci.  Pani komisarz mówiła: „<i>W nowym sprawozdaniu po raz pierwszy przeanalizowano w równym stopniu wszystkie państwa członkowskie, aby określić tendencje w zakresie praworządności i pomóc zapobiegać powstawaniu poważnych problemów. Każdy obywatel zasługuje na dostęp do niezależnych sędziów, czerpanie korzyści z wolnych i pluralistycznych mediów oraz pewność co do tego, że jego prawa podstawowe są przestrzegane. Tylko wtedy możemy nazywać się prawdziwą unią krajów demokratycznych”.</i></p>
<p>Z kolei Didier Reynders podkreślał, że „<i>naszym celem jest stworzenie prawdziwej kultury praworządności w całej Unii Europejskiej oraz zainicjowanie rzeczywistej debaty na szczeblu krajowym i unijnym”. </i>Niestety, czy nam się to podoba czy nie, z ową kulturą praworządności najgorzej jest w naszej części Europy. Raport odnosi się do wszystkich, ale jasno z niego wynika, że najwięcej kłopotów jest oczywiście w Polsce i na Węgrzech, ale też w Bułgarii, Rumunii czy Słowenii. Z grupy państw „dużego rozszerzenia” w 2004 roku także Malta miała sporo kłopotów, głównie po zabójstwie dziennikarki śledczej Daphne Caruany Galizii, ale teraz wskazuje się, że w tym kraju doszło od tamtego tragicznego zdarzenia do znaczącej poprawy.</p>
<p>Przy okazji prezentacji sprawozdania spytano panią komisarz Jourovą, czemu wybrano akurat te 4 obszary do oceny stanu praworządności. Warto zwrócić uwagę na odpowiedź, bo jest ona ewidentnie nawiązaniem do argumentacji polskich władz, które zawsze podkreślały, że przeprowadzając reformy biorą rozwiązania z systemów obecnych w innych państwach Unii, którym nikt braków w praworządności nie zarzuca. Komisarz Jourová mówiła tak: „<i>Ponieważ to ważne, aby mieć przegląd tych spraw i widzieć połączenia między nimi. Ponieważ różne niedociągnięcia często tworzą nie dającą się wypić mieszankę (undrinkable cocktail), nawet jeśli poszczególne składniki wydają się być dobre</i>”. Dlatego Komisja podkreśla też, że nie jest problemem jakie zastosuje się jedno rozwiązanie w tym czy innym obszarze. Istotne jest, jaki z tego wyłania się cały system, ponieważ jej rolą będzie sprawdzanie czy nie dochodzi w jakimś kraju do „systemowego” naruszenia zasad państwa prawa.</p>
<p>Nietrudno się domyślić jaka była (jest) reakcja rządów w Polsce i na Węgrzech. Sprawozdanie skrytykowano, a kiedy komisarz Didier Reynders przybył do posłów Parlamentu Europejskiego z komisji Wolności Obywatelskich, by omówić dokument, od pana Patryka Jakiego usłyszał te same argumenty. W Polsce stosuje się dzisiaj te same rozwiązania co w innych państwach, ale tam wolno, a u nas nie. Za przykład pan poseł podał kwestie powoływania sędziów w Polsce i Hiszpanii oraz biura antykorupcyjnego, które w Polsce, podobnie jak w Niemczech jest w rękach władzy wykonawczej.  Widać pan poseł nie słyszał &#8211; moim zdaniem bardzo trafnego powiedzenia &#8211; pani komisarz Jourovej o „undrinkable cocktailu”.</p>
<p>Posłanka Jadwiga Wiśniewska z kolei wróciła do innego, starego argumentu, że Komisja nie ma prawnych kompetencji do prowadzenia takich działań. Mówiła: „<i>KE nie ma więc żadnych uprawnień traktatowych do takiej działalności raportowej. Prezentowany dziś raport jest zatem przykładem łamania prawa europejskiego i prezentuje opinię tylko jednej strony sporu politycznego. Jest on więc nierzetelną publicystyką</i>”. Co jeszcze musi się stać, by jednak przyznać, że pora zmienić podejście do sprawy? Czy jest sens wyskakiwać ze wspólnym pomysłem stworzenia przez Polskę i Węgry Instytutu Badania Praworządności? Czy wiarygodności rządu Wiktora Orbana dodaje wniosek o dymisję Věry Jourovej, która w wywiadzie prasowym powiedziała, że „większość Węgrów nie jest w stanie ocenić sytuacji politycznej w sposób niezależny”, a demokracja, którą buduje Orban i nazywa nieliberalną, pani komisarz nazwałaby „chorą”? Nawet jeśli to mocne słowa, to chyba uprawnione? Najlepszy dowód, że Ursula von der Leyen sprawę ucięła krótko: „<i>Mam pełne zaufanie do Jourovej”.</i></p>
<p>Może realna groźba wstrzymania wypłat z unijnego budżetu doprowadzi do zmiany „narracji”? A taka groźba jest! W tym samym tygodniu, gdy dyskutowano sprawozdanie komisji o praworządności niemiecka prezydencja przedstawiła do negocjacji projekt dokumentu, który wprowadza – mówiąc żargonem unijnym – „warunkowość” wypłat. Jest – jak mówią autorzy – „kompromisowy”, bardzo osłabiono w nim zapisy o sposobie nałożenia kar, głosowania, ale to nie znaczy, że „warunkowości” w nim nie ma. Poza tym, to nie koniec sprawy! Bo nie tylko znowu rządy w Warszawie i Budapeszcie sprzeciwiają się tej propozycji. Protestuje też Holandia wspierana przez Finlandię, Szwecję, Austrię i Danię, tyle, że rządy tych państw chcę przywrócenia ostrości tego narzędzia. Podobnie myśli większość w Parlamencie Europejskim, który musi się na ten instrument zgodzić. Zwracano uwagę na mocne wypowiedzi kilkorga posłów, z których przytoczę dwie. Niemiecka posłanka z SPD Katarina Barley mówiła: „<i>Stanowisko w sprawie klauzuli praworządności w budżecie UE to krok Rady w stronę Orbana, a nie Parlamentu Europejskiego</i>” i zapowiedziała nieustępliwą walkę. Wtórował jej Daniel Freund z grupy Zielonych, który uważa, że &#8220;<i>Berlin pozwolił się szantażować Orbanowi i spółce, i ustąpił przed żądaniami z Budapesztu</i>”. I też zapowiedział, że na tym nie koniec.</p>
<p>Oczywiście krnąbrne rządy coś przebąkują o możliwości sięgnięcia przez nie po weto, które mogłoby zablokować uruchomienie Funduszu Odbudowy, tak oczekiwanego przez wiele państw mocno uderzonych przez pandemię. Rzeczywiście w procesie tworzenia tego Funduszu konieczna jest ratyfikacja przez wszystkie parlamenty krajowe dokumentu, który pozwoli Unii stworzyć nowe „zasoby własne”, zwiększające wpływy do unijnego budżetu. Bo dopiero z takim zwiększonym budżetem Komisja Europejska będzie mogła ruszyć na rynki finansowe po „Wielką Pożyczkę” czyli 750 mld euro, czyli tyle, ile ów Fundusz ma wynosić. Jednak sięgnięcie po broń atomową, czyli weto w tej sprawie będzie poważnym problemem wizerunkowym. W kraju i całej Unii. W Polsce przecież pan premier po lipcowym szczycie chwalił się, jak to dużo pieniędzy dla Polski „wywalczył”. I teraz co? Miałby powiedzieć, że jednak ich nie będzie? A w całej Unii znowu obydwa rządy będą na cenzurowanym jako te, które przeszkadzają, psują, uniemożliwiają. Niektórzy mają ich po prostu dość. Tym bardziej, że nigdy nie usłyszeli mądrej, przekonującej odpowiedzi na proste pytanie: Czemu rządy, polski i węgierski tak ostro protestują przeciwko tym mechanizmom, skoro ciągle dowodzą, że z praworządnością nie mają problemu?</p>
<p>Niestety: ciąg dalszy nastąpi…</p>
<p><strong>Maciej Zakrocki</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/pieniadze-za-praworzadnosc-czyli-koktajl-nie-do-wypicia/">Pieniądze za praworządność, czyli koktajl nie do wypicia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://eurowybory.com.pl/pieniadze-za-praworzadnosc-czyli-koktajl-nie-do-wypicia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Europosłowie są wściekli na kandydatów do Komisji!</title>
		<link>http://eurowybory.com.pl/europoslowie-sa-wsciekli-na-kandydatow-do-komisji/</link>
		<comments>http://eurowybory.com.pl/europoslowie-sa-wsciekli-na-kandydatow-do-komisji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Sep 2019 15:50:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>r.gutkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Posłowie do PE]]></category>
		<category><![CDATA[Z Brukseli]]></category>
		<category><![CDATA[Didier Reynders]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Wojciechowski]]></category>
		<category><![CDATA[komisarze]]></category>
		<category><![CDATA[László Trócsanyi]]></category>
		<category><![CDATA[Leszek Miller]]></category>
		<category><![CDATA[Maciej Zakrocki]]></category>
		<category><![CDATA[przesłuchania]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Biedroń]]></category>
		<category><![CDATA[Sylvie Goulard]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://eurowybory.com.pl/?p=2930</guid>
		<description><![CDATA[<p>Od 30 września do 8 października posłowie do Parlamentu Europejskiego z konkretnych komisji będą wysłuchiwali, albo jak ktoś woli przesłuchiwali kandydatów na komisarzy przedstawionych Parlamentowi przez Ursulę von der Leyen. Od razu dodajmy: kandydatów zgłoszonych przez poszczególne państwa członkowskie.</p><p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/europoslowie-sa-wsciekli-na-kandydatow-do-komisji/">Europosłowie są wściekli na kandydatów do Komisji!</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><b>Od 30 września do 8 października posłowie do Parlamentu Europejskiego z konkretnych komisji będą wysłuchiwali, albo jak ktoś woli przesłuchiwali kandydatów na komisarzy przedstawionych Parlamentowi przez Ursulę von der Leyen. Od razu dodajmy: kandydatów zgłoszonych przez poszczególne państwa członkowskie.</b></p>
<p>Szczególnie ci europosłowie, którzy mają już za sobą kilka kadencji, twierdzą, że to, z czym maja obecnie do czynienia, to właściwie skandal. Najpierw okazało się, że jest kilku kandydatów, którzy mają jakieś kłopoty w swoich państwach, które mogą mieć finał w postaci wyroku sądowego i orzeczeniu winy oraz kary!</p>
<p><b>Sylvie Goulard</b> z Francji jest przesłuchiwana przez policję w związku z nieprawidłowościami w zatrudnianiu asystentów w Parlamencie Europejskim. Twierdzi, że jest niewinna, ale pełne wyjaśnienie i możliwe oczyszczenie z zarzutów potrwa. Kandydat z Belgii, <b>Didier Reynders</b>, który ma zajmować się rządami prawa i pilnowaniem praworządności w państwach Unii, ma sprawę w prokuraturze. Z doniesień byłego oficera wywiadu belgijskiego wynika, że Reynders był zamieszany w podejrzane transakcje przy zamówieniach publicznych i pranie brudnych pieniędzy na rynku dzieł sztuki. Kandydatka na komisarza ds. transportu z Rumunii, <b>Rovana Plumb</b> ma na swoim koncie oskarżenia z korupcją w tle, w tym nawet tak symboliczną sprawę jak unikanie podatku środowiskowego przy rejestracji samochodu. Żeby było śmieszniej, sama ten podatek wymyśliła, a potem zarejestrowała samochód w Bułgarii, by go nie zapłacić.</p>
<p>Polski kandydat, <b>Janusz Wojciechowski</b> ma sprawę w OLAF, czyli unijnej instytucji badającej nadużycia przy wykorzystaniu pieniędzy UE. On sam przyznaje, że popełniono błędy w jego poselskim biurze przy rozliczeniu delegacji z podróży, ale on już dawno wszystko zwrócił, a OLAF wkrótce sprawę skończy. Swego rodzaju polityczną prowokacją jest kandydat węgierski, <b>L</b><b>á</b><b>szló Trócsanyi</b>, który ma zająć się rozszerzeniem UE. Był ministrem sprawiedliwości i firmował wiele zmian w węgierskim sądownictwie, a także przygotowywał i podpisywał  ustawy budzące wiele kontrowersji, jak chociażby o karaniu osób i organizacji pozarządowych za pomoc imigrantom. To między innymi z powodu jego działań na Węgry nałożono procedurę z art. 7 i sprawa łamania praworządności w tym kraju jest badana w Radzie UE.</p>
<p>To nie koniec! Dość powiedzieć, że blisko 10 osób dotyczą takie czy inne wątpliwości!</p>
<p>Wielu europosłów pyta: czy naprawdę nawet w małym liczebnie państwie Unii nie można znaleźć jakiegoś człowieka, który nie ma żadnego problemu? Żadnej sprawy, nosi &#8211; jak mówią Anglicy &#8211; „białą koszulę”? Jak mamy budować prestiż Unii, jej organów, kiedy ludzie z tymi kłopotami znajdą się w tak ważnej instytucji?</p>
<p>Europosłowie walczący o wzmocnienie zasad respektowania rządów prawa, wprowadzenie stałego mechanizmu monitorowania i „karanie” państw łamiących te zasady, są wściekli z powodu kłopotów Didiera Reyndersa. Przecież każdy polityk z kraju „podejrzanego”, że łamie się tam praworządność, na pytania od komisarza czy wezwania do wyjaśnień od razu powie: &#8211; Niech pan zacznie od siebie! Każdy kraj wstępujący do UE oskarżany przez komisarza Trócsanyi’ego, że nie spełnia unijnych standardów co do praworządności i musi to zmienić, by wejść do tego elitarnego klubu, natychmiast odpowie: &#8211; Niech pan zacznie od swojego kraju i wycofa przepisy, które naruszyły rządy prawa na Węgrzech.</p>
<p>Katarina Barley, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego z niemieckiej SPD bez ogródek oskarżyła kandydata z Węgier o złamanie zasad państwa prawa, co zapowiada próbę zablokowania go w procesie przesłuchań. Na zamkniętym posiedzeniu Grupy S&amp;D w Parlamencie Europejskim z udziałem Ursuli von der Leyen w czasie sesji plenarnej w Strasburgu bardzo emocjonalną mowę w tej sprawie wygłosiła <b>Klara Dobrev</b>, węgierska europosłanka, prawniczka, prywatnie żona byłego socjalistycznego premiera <b>Ferenca Gyurcsánya</b>. Mówiła, że dla wielu Węgrów ta kandydatura to „policzek” i że jej zaakceptowanie osłabi wiarę Węgrów, że w Unii naprawdę ceni się i broni wartości i właśnie rządy prawa. Zapytany, jak Grupa Socjalistów zaopiniuje tego kandydata, były premier <b>Leszek Miller</b> odpowiedział: &#8211; Nie ma jeszcze decyzji całej Grupy.</p>
<p>Brak też stanowiska wobec polskiego kandydata, a polska delegacja w Grupie S&amp;D na tę chwilę jest nieco podzielona. Posłowie z SLD są ostrożni, „ze wskazaniem na tak” i czekają jak Janusz Wojciechowski wypadnie podczas przesłuchania, ale przedstawiciele Wiosny są już bardziej sceptyczni. Podczas spotkania z kandydatem pytali go o rożne wypowiedzi z przeszłości w kontekście zasad państwa prawa:  &#8211; Pan komisarz żałuje niektórych słów, z niektórych się wycofuje, ale dla nas są ważne deklaracje na przyszłość, (to,) czy pan komisarz będzie naprawdę zawsze i w każdym przypadku stał po stronie traktatów, rządów prawa, praw człowieka i demokracji &#8211; mówił <b>Robert Biedro</b>ń dziennikarzom w Strasburgu. I w tej kwestii pewne wątpliwości lider Wiosny nadal ma i dodaje, że w związku z tym decyzji jeszcze nie podjęli.</p>
<p>Dodajmy dla pełnego obrazu: europosłowie z PO i PSL w grupie Europejskiej Partii Ludowej po spotkaniu z Januszem Wojciechowskim twierdzą, że go poprą. Można się zastanawiać, czy nie ma w tym podstępu. Zapytałem: &#8211; A może bardzo chcecie, by Janusz Wojciechowski został komisarzem ds. rolnictwa, bo nie załatwi wielu spraw, które PiS obiecuje w Polsce rolnikom? Np. wyrównania, a nawet podwojenia dopłat bezpośrednich. No, a jak nie załatwi, to będzie można to politycznie wykorzystać w naszej wewnętrznej politycznej wojnie?</p>
<p>Ale odpowiedzi nie usłyszałem, natomiast „mowa ciała” mówiła wszystko.</p>
<p>Wszystko to pokazuje rosnącą złość europosłów przed nadchodzącymi przesłuchaniami. Tym bardziej, że bardzo chcą pokazać swoją siłę po tym, jak zostali &#8211; w pewnym sensie – upokorzeni, kiedy Rada Europejska &#8211; czyli rządy krajowe &#8211; zignorowała system „Spitzenkandidaten” i żaden z „wiodących kandydatów” nie został szefem Komisji Europejskiej. Przed nami zatem gorący czas w Parlamencie Europejskim, z odpryskami do polityki krajowej w każdym państwie Unii.</p>
<p><em><b>Maciej Zakrocki, Strasburg</b></em></p>
<p>Post <a href="http://eurowybory.com.pl/europoslowie-sa-wsciekli-na-kandydatow-do-komisji/">Europosłowie są wściekli na kandydatów do Komisji!</a> pojawił się poraz pierwszy w <a href="http://eurowybory.com.pl">Eurowybory | Strona poświęcona wyborom do Parlamentu Europejskiego</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://eurowybory.com.pl/europoslowie-sa-wsciekli-na-kandydatow-do-komisji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
