Country, group, (bio)

Tylko jednego dnia rząd PiS stawiany był w PE pod pręgierzem w trzech kwestiach: prawa do aborcji, praw osób LGBT i konwencji stambulskiej. Może premier Mateusz Morawiecki ma rację twierdząc, że praworządność i jej łamanie stało się w UE „pałką propagandową”? – zapytaliśmy posła Roberta Biedronia (Wiosna, S&D), wiceprzewodniczącego Komisji PE ds. Praw Kobiet i Równouprawnienia, sprawozdawcę przyjętej w czwartek rezolucji w sprawie prawa do aborcji w Polsce podczas konferencji prasowej online, zorganizowanej przez Biuro Informacyjne PE w Warszawie.

- Wszystkie te kwestie pojawiają się z jednego powodu: ponieważ Polska narusza umowy, których zobowiązała się przestrzegać. Gdyby Polska nie miała problemów z przestrzeganiem praworządności, to żadna z tych kwestii nie pojawiłaby się na agendzie. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie było orzeczeniem instytucji unijnych, czy Parlamentu Europejskiego. Ataki na osoby LGBT są w Polsce rzeczywistością. Chęć wystąpienia z konwencji stambulskiej o przemocy wobec kobiet jest deklarowana przez polski rząd. Więc to nie Unia Europejska prowokuje te dyskusje i wszczyna odpowiednie działania, tylko rząd premiera Morawieckiego i przedstawiciele tego rządu. Problem tkwi w Polsce. To Polska ma problem z naruszaniem reguły praworządności, na którą się umówiliśmy.

- Jeśli Polska nie zgadza się z pewnymi kwestiami, to jest Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, do którego można się zwrócić z prośbą o wyjaśnienie pewnych rozbieżności, jeśli Polska uważa, że instytucje UE nie mają kompetencji i przekraczają pewne granice umów, jakie zawarliśmy. Tego rząd premiera Morawieckiego nie robi. Mam wrażenie, że jest to raczej rozgrywka polityczna, która nie służy dobrze Polsce. W mojej ocenie jest to szkodliwe działanie. Zamiast siedzieć przy jednym stole z tymi, którzy współdecydują o przyszłym budżecie, w tym z Francją i Niemcami i innymi państwami UE, rząd premiera Morawieckiego tworzy unię polsko-węgierską. Według mnie nie jest to najsilniejsza karta przetargowa, bo wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, a nie do unii polsko-węgierskiej.

Czy Pańskim zdaniem podczas grudniowego szczytu w Brukseli premier Morawiecki zawetuje unijny budżet, by nie okazać się „miękiszonem” i jakie mogą być tego konsekwencje dla Polski, poza groźbą utraty 23 mld euro z Funduszu Odbudowy? Czy w dalszej perspektywie grozi nam „polexit”?

- Mam nadzieję, że premier Morawiecki jest twardym negocjatorem, bo ambicją wszystkich premierów Polski było do tej pory, by „wyciskać brukselkę” i przywozić z Brukseli jak najwięcej. Mam nadzieję, że ta „brukselka” będzie skutecznie wyciśnięta i tym razem, z pożytkiem dla wszystkich krajów Unii Europejskiej, w tym także Polski. Jako członek Komisji Budżetowej ciężko pracuję na to, by ten budżet był dla Polski jak najlepszy. To jest historyczny moment, ponieważ środki, jakie stosujemy, to ponad 1 bilion euro w ramach wieloletnich ram finansowych (WRF) na lata 2021-2027 oraz 750 miliardów euro w ramach Funduszu Odbudowy. Są to ogromne środki w ramach UE, których część może trafić do Polski. Już dzisiaj jest to nazywane nowym planem Marshalla, na który wszyscy czekamy w kontekście pandemii oraz kryzysu ekonomicznego i społecznego. To środki nieporównywalne w nowożytnej historii Europy. Powojenny Plan Marshalla wynosił w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze 100 mld euro. Fundusz Odbudowy jest siedmiokrotnie większy.

- Nie wierzę w to, że premier Morawiecki wróci z Brukseli na tarczy. Kibicuję mu, żeby wrócił z tarczą. Sojusz polsko-węgierski jest dla mnie całkowicie niezrozumiały. Węgry nie są mocnym graczem w UE. Siła Orbana nie jest także wielka. Boję się, że historia skończy się tak jak zwykle za rządów PiS. Victor Orban wynegocjuje swoje i pozostawi Polskę osamotnioną, a premier Morawiecki przywiezie skromny budżet, który będzie bieda-budżetem dla Polski. Tego bym nie chciał. Mam nadzieję, że Polska wróci do poważnych negocjacji z innymi krajami, a pieniądze z WRF i Funduszu Odbudowy będą także częścią polskiego budżetu. To są realne pieniądze, na które czekają Polki i Polacy. To pieniądze, których brakuje dzisiaj w samorządach na modernizację szpitali i szkół, na budowę nowych chodników i dróg, na nowe linie kolejowe, na walkę z rakiem, na sfinansowanie wielu projektów w ramach Nowego Zielonego Ładu, żebyśmy oddychali lepszym powietrzem i żebyśmy przeszli tę wielką zieloną rewolucję, tworzącą nowe miejsca pracy.

- Nie chcę wierzyć w “polexit”. Ufam, że jest to nierozsądna, ale jednak tylko gra, żeby wzmocnić swoją pozycję. To nie jest najlepsza strategia, ale zobaczymy, co z tego wyniknie. „Polexit” byłby dla Polski katastrofą. Naszą racją stanu jest pozostanie w UE. Dla nas nie ma alternatywy. Jeśli wyjdziemy z UE, trafimy automatycznie w orbitę wpływów Federacji Rosyjskiej i Kremla, tak jak Białoruś.

Roman Gutkowski